Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stosunek do wykluczonych i odłączonych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stosunek do wykluczonych i odłączonych. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 kwietnia 2018

TVP2 - „BYŁAM ŚWIADKIEM JEHOWY” - SARA ANDRYCHIEWICZ

       Interesujący wywiad, pokazujący po raz kolejny jak bardzo patologiczna jest organizacja ŚJ.
  To co zdołała powiedzieć w tym krótkim wywiadzie Sara, jest dopiero wierzchołkiem góry lodowej.
                               Tą drogą przesyłam gorące pozdrowienia dla Sary i jej męża.

            

czwartek, 20 sierpnia 2015

Totalna kompromitacja członka Ciała Kierowniczego

Podczas kolejnego dnia przesłuchań funkcjonariuszy organizacji Świadków Jehowy w Australii zeznawał pod przysięgą Geoffrey Jackson, członek tzw. Ciała Kierowniczego. Ilość uników zamiast precyzyjnych odpowiedzi na precyzyjnie zadawane pytania, podawanie półprawd czy wręcz kłamliwych twierdzeń, wreszcie zademonstrowana publicznie nieznajomość Pisma Świętego(!) – wszystkie te i inne elementy widoczne podczas przesłuchania otwierają oczy kolejnym tysiącom Świadków Jehowy na całej ziemi, nie posiadającym się ze zdumienia z powodu tego, co widzą i słyszą.


                                   
 
Niektóre wywody i reakcje Jacksona zasługują na szczególną uwagę. Przyznaje on na samym początku umieszczonego powyżej filmu, że nie zawsze decyzje Ciała Kierowniczego są podejmowane jednomyślnie – wtedy o zaakceptowaniu danego poglądu decyduje głos większości.
Taka sytuacja rodzi wiele pytań, np.: jak taki system ma się do znanego wszystkim ŚJ wersetu z Dziejów Apostolskich 15:28 „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my...”? Czy można wyobrazić sobie jakieś głosowanie w gronie apostołów nad zasadnością podawanej doktryny?

Strażnica z 15. 05. 2010 roku twierdzi, że:
Kiedy przychodzi czas na dokładniejsze wyjaśnienie jakiegoś ważnego zagadnienia, w zrozumieniu go duch święty pomaga odpowiedzialnym przedstawicielom klasy „niewolnika wiernego i roztropnego” w Biurze Głównym.

Jeśliby Duch Święty rzeczywiście oddziaływał na Ciało Kierownicze, czyż jego decyzje i doktryny nie byłyby zawsze jednomyślne? Czyż nie byłyby zawsze zgodne z Biblią i aktualne? Czy ulegałyby kompromitacji wraz z upływem czasu, będąc zastępowane kolejnym tzw. „nowym światłem”, często będącym równie wielką ciemnością, jak poprzednie rzekome „światło”?

W 2 minucie i 28 sekundzie filmu Jackson – zapewne ku zdumieniu wielu świadków Jehowy – przyznaje:
Myślę, że byłoby arogancją twierdzić, że jesteśmy jedynymi rzecznikami, którymi posługuje się Bóg.

Chciałoby się zapytać: w takim razie, panie Jackson, skoro są inni rzecznicy, to kim oni są i jak ma się to do twierdzenia o religii Świadków jako o „jedynej religii prawdziwej”? (Wcześniej Jackson indagowany o to, czy członkowie CK uważają się za mianowanych przez Boga, uchyla się od odpowiedzi, bełkocząc coś o tym, że CK to „współpracownicy braci i sióstr”; to pierwsza z wielu pokrętnych, wymijających odpowiedzi tego członka „klasy panów” wiary Świadków).

Począwszy od 3 minuty, Jackson usiłuje wmówić prowadzącemu przesłuchanie, że wytyczne Ciała Kierowniczego są zawsze oparte na Biblii i dlatego słusznie oczekuje ono ogólnoświatowego podporządkowania. Pada kolejne kłamstwo:

Jesteśmy organizacją ludzi wierzących. Ciało Kierownicze zdaje sobie sprawę, że gdybyśmy opublikowali wytyczne, które nie mają poparcia w Słowie Bożym, wszyscy Świadkowie Jehowy na całym świecie, którzy posiadają Biblię, by to zauważyli i dostrzegli, że ta wytyczna jest niewłaściwa.

Cóż za perfidia! Wypowiedź Jacksona ma świadczyć o tym, jakoby „wszyscy Świadkowie” dysponowali doskonałym rozeznaniem, wolnością myślenia i możliwością niezastosowania się do wytycznych sprzecznych ze Słowem Bożym! A jak jest w rzeczywistości? Czy Świadkowie kwestionujący np. błędną chronologię, całkowicie sprzeczną z Biblią i zdrowym rozsądkiem, nie uznający kolejnych – sprzecznych z Biblią i – co gorsza – ze sobą definicji „pokolenia” itd. mają możliwość ukazania tego swoim współbraciom tak, aby nawet ci, którzy mają słabsze rozeznanie, mogli uniknąć niebiblijnego postępowania lub głoszenia fałszywych nauk? Co spotykało tych, którzy przed rokiem 1975-tym nie chcieli poprzeć histerii organizacyjnej z nim związanej? A co spotkało wielu z tych, którzy wszem i wobec zwracali uwagę na złamanie neutralności przez WTS w latach 1992-2001 i nie tylko? A co spotyka tych, którzy nie chcą zastosować się do wytycznych WTS w sprawie krwi, rzekomo opartych na Biblii? Odpowiedź jest jedna. Wbrew twierdzeniu Jacksona większość Świadków nie dostrzega niebiblijnych wytycznych WTS, a mniejszość ostrzegająca ową większość jest uciszana przez ślepo posłusznych starszych z owej – rzekomo mającej rozeznanie większości – a jeśli to nie pomaga – osoby faktycznie mające rozeznanie są wykluczane.

W następnym fragmencie filmu przesłuchiwany członek CK dwukrotnie uchyla się od odpowiedzi na pytanie o stosowanie kar cielesnych przez rodziców – Świadków Jehowy – pytanie postawione przez Komisję w oparciu o Księgę Przypowieści 13:24 i wspomnianą tam „rózgę karności”. W końcu „przyparty do muru” stwierdza, że organizacja nie zachęca do stosowania kar cielesnych. Być może do Komisji dotarły sygnały o – często bezkarnym – stosowaniu przemocy w niektórych rodzinach Świadków. Przewodniczącego Komisji mogły też zaniepokoić fragmenty takie, jak np. znajdujący się w Watchtower Library po d hasłem „rózga”:

Władza rodzicielska. „Rózga” niekiedy symbolizuje też władzę rodziców nad dziećmi. Księga Przysłów wielokrotnie nawiązuje do tej władzy, która obejmuje wszelkie formy karcenia, nie wyłączając wymierzania kary za pomocą literalnej rózgi.

W kolejnej części przewodniczący Komisji sugeruje zmianę podejścia do spraw sądowniczych w zborach, zwłaszcza spraw dotyczących molestowania seksualnego. Twierdzi – i słusznie – że ofierze byłoby łatwiej opowiedzieć bolesne przeżycie kobietom, członkiniom zboru, które mogłyby osądzić sprawę i współdziałać w tej procedurze ze starszymi zboru. Jackson wielokrotnie uchyla się od odpowiedzi na pytanie o możliwość wprowadzenia takiej procedury, zasłaniając się legalizmem („kobiety nie mogą być starszymi zboru”). W końcu stwierdza:

Taka sytuacja byłaby godna rozważenia przez nas, dokładnego zbadania i sprawdzenia, co o tym mówi Biblia.

Szczera deklaracja? Kobiety osądzające zasadność oskarżenia? Już widzę, jak CK omawia tę zmianę...!

W dalszej części przesłuchania zaczyna być coraz ciekawiej. Prowadzący je pyta Jacksona, powołując się na praktykę niezgłaszania przez funkcjonariuszy WTS władzom przypadków molestowania – chyba że nakazuje to prawo –jaka jest podstawa biblijna takiego postępowania.
W odpowiedzi Jackson otwiera Księgę Przysłów 15:8-10 oraz 1 List Piotra 5:2, 3. Oto te wersety:

Nie idź pochopnie się prawować, by nie powstała kwestia, co zrobisz na koniec, gdy już twój bliźni cię upokorzy. Broń swojej sprawy, którą masz ze swym bliźnim, i nie wyjawiaj poufnej rozmowy drugiego, żeby ten, kto słucha, nie zawstydził cię, a podanej przez ciebie złej wiadomości już nie można by odwołać (Księga Przypowieści 25:8-10, NW.)

Paście powierzoną wam trzodę Bożą nie pod przymusem, lecz chętnie, ani nie z umiłowania nieuczciwego zysku, lecz ochoczo, ani nie jako panoszący się wśród tych, którzy są dziedzictwem Bożym, lecz stając się przykładami dla trzody (1 Piotra 5:2, 3, NW)

Typowe dla strażnicowych „teologów”, wzięte „z czapki” zestawienie dwóch niemających nic wspólnego ze sobą wersetów ma najwyraźniej sugerować, jakoby molestowanie było „poufną sprawą” (!) i dlatego, jeśli nie ma takiego obowiązku, nie należy iść z tym do sądu, a jedynie zostawić sprawę „pasterzom trzody Bożej”. Może najlepiej tym, którzy sami są winni molestowania!?

Kolejna wymiana zdań w tej sprawie pokazuje tak dalece obłudę (bo przecież nie niewiedzę!) „brata” Jacksona, że zmuszony jestem zacytować ją w całości:

Prowadzący: – Weźmy sytuację w rodzinie; jedno z dzieci, powiedzmy to najstarsze, zgłasza, że było wykorzystywane przez jej ojca. Jeśli to zgłoszenie jest przyjęte jako wiarygodne, zgadza się Pan, że istnieje wtedy ryzyko, że pozostałe dzieci są w niebezpieczeństwie?

Jackson: – Tak, to prawda.

Prowadzący: – I przez niezgłaszanie tego do władz... czy w takim wypadku nie stawia się poufności osoby zgłaszającej powyżej zapewnienia ochrony tym, którzy nadal są w niebezpieczeństwie?

Jackson: – Nie, panie Stewart, jeśli mogę tylko, chciałbym zaznaczyć, że istnieje kilka czynników, które sprawiają, że sługa w zborze nie może podjąć szybkiej, konkretnej decyzji w tej sprawie.

Zatrzymajmy się chwilę; ta ostatnia wypowiedź to typowa demagogia, mająca na celu „rozmydlenie” tematu i ucieczkę od niego. Nie wiadomo też, czy cytując werset z Przypowieści o „poufności”, „braciszek” nie miał na myśli ochrony raczej oskarżonego, a nie zgłaszającego.
Na to bowiem wskazuje wieloletnia praktyka organizacji i na tę właśnie praktykę zwracała uwagę mi.in. BarbaraAnderson, będąc jeszcze w Betel w Nowym Jorku, za co zresztą została wykluczona krótko przed emisją programu Dateline w USA, w którym poruszała to haniebne postępowanie przywódców organizacji w kwestii pedofilii i molestowania seksualnego.

Jednak następne zdanie Jacksona to już próba mataczenia:

– Osobiście uważam, co zresztą już było przedstawione Komisji, że starsi powinni zachęcić opiekuna dziecka lub kogokolwiek z tej rodziny, kto nie jest napastnikiem, by powiadomić władze.

Gdyby „brat” Jackson nie zeznawał przed Komisją jako członek CK, ale jako prywatna osoba będąca świadkiem Jehowy, można by nawet przyjąć, że uczciwie wyraził swoją opinię; jednak jako członek CK od 2005 roku dobrze wie, że w tajnym podręczniku dla starszych pt. „Paście trzodę Bożą”, wydanym przez Ciało Kierownicze w 2010 roku, „zaklepał” następujące wytyczne:

Molestowanie seksualne jest przestępstwem. Nigdy nie sugerujcie nikomu, że nie powinien powiadamiać o tym policji lub innych organów władzy. Jeśli ktoś was o to zapyta, wyraźnie dajcie do zrozumienia, że decyzja o powiadomieniu lub niepowiadomieniu władz jest jego osobistą sprawą i niezależnie od dokonanego wyboru nie musi się obawiać ze strony zboru żadnych konsekwencji (str. 132, par. 19).

Powyższe zalecenie i tak stanowi pewien postęp w stosunku do wcześniej umieszczanych w podobnych, tajnych podręcznikach dla starszych. Postęp ten został wymuszony przez działanie Barbary Anderson, Billa Bowena i inne szczere osoby, które przedstawiły opinii publicznej jawne dowody haniebnej polityki WTS. Jednak, wbrew twierdzeniu Jacksona, żaden z podręczników ani listów do starszych nie zawiera zachęty do powiadamiania władz, o jakiej wspomina.

Począwszy od 18-tej minuty omawianego filmu – skrótu z przesłuchania – prowadzący wykazuje członkowi Ciała Kierowniczego absurdalność powoływania się na regułę „dwóch świadków” w celu wszczęcia postępowania sądowniczego w zborze w sprawach o molestowanie. Przywoływanie przez Jacksona w tym miejscu Ewangelii wg Mateusza 18:16 i Księgi Powtórzonego Prawa 19:15 jest stosowanym przez organizację od dziesiątków lat :chwytem” mającym uniemożliwić osądzenie winowajcy. Kto dokonuje gwałtu lub molestowania przy świadkach???
Absurdalność „reguły dwóch świadków” w tego typu sprawach, wykazywana już przez Barbarę Anderson, świadczy o typowym dla organizacji legalizmie i zupełnym odczłowieczeniu i braku empatii.
Okazuje się, że organizacja „zapomniała” o innych wersetach, dużo bardziej pasujących do rozpatrywania spraw związanych z gwałtem czy molestowaniem. Kompromitacją organizacji oraz przesłuchiwanego członka CK jest fakt, iż to nie on, a przesłuchujący zwraca uwagę na wersety, których zastosowanie – jak to ujmuje Jackson w przypadku V Mojżeszowej 19:15 – jako zasada, rozwiązałoby problem niemożności skutecznej pomocy ofiarom molestowania i gwałtu na skutek legalistycznego stosowania przez organizację reguły „dwóch świadków”. Wersety te to fragment z Księgi Powtórzonego Prawa 22:23-27:

Jeżeli jakąś dziewczynę, dziewicę, zaręczoną z mężczyzną, napotka w mieście inny mężczyzna i złączy się z nią, to wyprowadzicie ich oboje do bramy tego miasta i ukamienujecie ich, i poniosą śmierć; dziewczyna za to, że w mieście nie wołała o pomoc, a mężczyzna za to, że znieważył żonę swego bliźniego. Wytępisz to zło spośród siebie. Lecz jeżeli mężczyzna napotka zaręczoną z kim innym dziewczynę na polu, zniewolił ją, i złączył się z nią, to ten mężczyzna, który się z nią złączył, sam poniesie śmierć, ale dziewczynie tej nic nie uczynisz. Dziewczyna ta nie zasłużyła na śmierć. Ze sprawą tą jest podobnie, jak gdy ktoś powstanie przeciwko swemu bliźniemu i zabije go. Wszak napotkał ją na polu; dziewczyna zaręczona z innym wołała o pomoc, lecz nikt jej nie udzielił pomocy.

Problem w tym, że chociaż WTS przyznaje, że chrześcijan nie obowiązuje Prawo Mojżeszowe, to jednocześnie arbitralnie decyduje, które fragmenty z tego Prawa są wg WTS-u „zasadą” nadal obowiązującą, a które nie. Jackson przyznaje, że w wypadku okoliczności zaistniałych w powyżej cytowanym fragmencie, były one na tyle wystarczające, aby na podstawie zeznań jednego świadka – ofiary – uznać winę przestępcy. Zadziwiającym jednak jest fakt, iż w odniesieniu do współczesnej rzeczywistości, w przypadkach o podobnym charakterze – WTS upiera się przy regule dwóch świadków”, uzasadniając to tym, że – cytując słowa Jacksona – „zasada ta jest wielokrotnie podkreślana przez Biblię”!

Następnie w przesłuchaniu dotyczącym traktowania osób odłączonych i wykluczonych Jackson usiłuje zrzucić z siebie odpowiedzialność za traktowanie przez organizację osób nieaktywnych, tzw. nieczynnych jako „winnych” w wypadku „przyłapania” ich na obchodzeniu urodzin czy świąt. Przesłuchujący wielokrotnie ukazuje mu, że osoba, która formalnie się nie odłączyła, nadal podlega niejako jurysdykcji organizacyjnej, zaś nie odłącza się jedynie z tego względu, że na skutek polityki shunnungu w stosunku do byłych świadków Jehowy obawia się pozostać bez rodziny czy przyjaciół, nadal pozostających w zborze. (Z praktyki wiadomo, że często również i bez pracy zawodowej i środków do życia).
W ten sposób organizacja uczyniła formalny pobyt w niej swoistym „więzieniem” dla wielu osób, któe obawiają się odejść. Jackson najpierw usiłuje wyłgać się twierdzeniem, że on nie zajmuje się procedurami dotyczącymi tego typu zagadnień, ale – jak słusznie wskazuje przesłuchujący – jest on członkiem Ciała Kierowniczego, a więc współodpowiedzialnym za jego politykę, w tym ohydę shunningu.
Jackson nie zgadza się na wykazany mu fakt istnienia jedynej alternatywy dla osoby chcącej odejść: albo przymus bycia w organizacji, albo alienacja. Nie jest w stanie jednak zaprzeczyć temu zgodnemu z prawdą twierdzeniu przesłuchującego.
Następnie prowadzący przesłuchanie zwraca uwagę na jeden z najbardziej trudnych aspektów problemu odejścia – otóż osoba wykorzystywana w przeszłości, której sprawę źle załatwiono i która z tego powodu chce odejść, nie może tego uczynić z obawy przed shunnngiem. W tym miejscu pada tak pokrętna odpowiedź „brata” Jacksona, że znów muszę ten fragment zacytować w całości.

Przesłuchujący: – Dla kogoś, kto chce odejść, być może dlatego, że był wykorzystywany przez kogoś w organizacji i uważa, że jego sprawa została załatwiona źle...To bardzo trudny wybór, prawda? Bo muszą wybrać.

Jackson: – Zgadzam się, tak.

Przesłuchujący: – I to może być dla nich bardzo okrutny wybór?

Jackson: – Zgadzam się, to trudny wybór.

Przesłuchujący: – Może być dla niej czymś druzgocącym, bo traci rodzinę, przyjaciół...?
Jackson: – Tak, może tak się stać.

Przesłuchujący: – Zgodzi się Pan więc, że stawianie ludzi przed takim wyborem, mając ustalony system wykluczania i zrywania kontaktu z nimi (shunningu), stoi w sprzeczności z wiarą Świadków Jehowy w wolność wyboru wyznania?

Jackson: – Nie, nie zgadzam się z tym. Wydaje mi się, że wyciąga Pan pochopny wniosek, ale szanuję Pana opinię. (…) To pokazuje, iż ona nadal uważa, że to dobra droga życiowa.

„Przyparty do muru” członek Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy, jeden z ich duchowych przywódców, Geoffrey Jackson – nie potrafi skutecznie odeprzeć prostego argumentu przesłuchującego, wykazującego organizacji podłość, brak szanowania wolności, legalizm i bezduszność. Zamiast rzeczowej argumentacji Jackson oskarża swego interlokutora o „pochopne wyciąganie wniosków” i bezczelnie twierdzi, ze osoba wykorzystywana seksualnie w przeszłości w organizacji Świadków Jehowy, pozostaje w niej, ponieważ uważa – po tym wszystkim, co ją spotkało, że to dobra droga życiowa! Perfidia tej argumentacji, bezduszność jej autora, kompletny brak empatii, wreszcie próba zatuszowania okrutnej polityki shunningu – wszystko to może budzić jedynie obrzydzenie. I budzi – u coraz większej liczby osób!

Na pytanie o możliwość zmiany procedury traktowania wykluczonych czy odłączonych – Jackson odpowiada zdecydowanie: – Nie! Zaś zapytany o podstawę biblijną stosowania shunningu, przytacza utarte już organizacyjne kłamstwo, jakoby wszyscy ex-świadkowie byli winni grzechów wymienionych przez apostoła Pawła w 1 Liście do Koryntian, rozdziale 5-tym. Jackson, podobnie jak inni członkowie CK, dobrze wie, że wielu – jeśli nie większość – byłych świadków Jehowy nadal żyje moralnie, ale utrzymując wśród mas pogląd, że każdy, kto przestał być świadkiem Jehowy musiał popełnić poważny grzech i nie wyraził skruchy, skutecznie wzmacniają politykę shunnungu, ślepo realizowaną przez większość tych, którzy sami siebie nazywają „ludem Bożym”.
W ten sposób prawe jednostki zostają zniesławione w oczach swoich byłych współwyznawców i jest to celowa polityka przywódców Strażnicy, obawiających się kontaktów poddanych sobie „owieczek” z tymi, którzy poznali już prawdę o „prawdzie”.

Na koniec na zadane wprost pytanie przesłuchującego, czy Jackson zgadza się z tym, że problem molestowania dotyczy również religii Świadków Jehowy, zmuszony jest udzielić odpowiedzi twierdzącej. Przyznaje również, że wcześniejsze procedury organizacyjne dotyczące załatwiania spraw związanych z molestowaniem były obarczone wieloma błędami. Przyznaje następnie, że organizacja – w tym niektórzy starsi – nie jest odporna na ten problem. Zmuszony jest następnie przyznać, że działania Komisji nie są atakiem na organizację i że wynikają ze szczeeych pobudek, a praca Komisji jest korzystna.. W tym momencie przesłuchujący przytacza oficjalną wypowiedź innego członka Ciała Kierowniczego, Stephena Lett'a, który stwierdził, że działania mające na celu wynieść na światło dzienne i rozwiązać problem molestowania seksualnego dzieci w zborach Świadków Jehowy to „próba szerzenia odstępczych kłamstw”!

Jakby mało było tych kłamstw, mataczenia, uciekania od tematu i oszukiwania – na koniec słyszymy jeszcze jedno kłamstwo. Zapytany o możliwość przeprosin ofiar molestowania, Jackson – choć zastrzega się, iż nie może mówić w imieniu całego CK – twierdzi, że istnieje taka możliwość, ponieważ Ciało Kierownicze przepraszało już w przeszłości. Jest to ohydne kłamstwo – NIGDY NIC TAKIEGO NIE MIAŁO MIEJSCA! Ofiary gorliwego stosowania się do doktrynerstwa Strażnicy były raczej obarczane winą! Wystarczy przypomnieć histerię roku 1975. Za niespełnione wówczas nadzieje na „nowy system rzeczy”, rozbudzone przez przywódców Strażnicy obarczono wuną „owieczki”, przypisując im brak rozsądku czy nadgorliwość. Tak wyglądają „przeprosiny” w wydaniu WTS!

Po tym wszystkim wypadałoby podsumować zeznanie Jacksona. Uważam jednak, iż lepiej uczyni to Biblia, na którą – choć wysoce nieudolnie – usiłował się powoływać. Proszę jednak nie traktować zacytowanego poniżej fragmentu wersetu jako osądu. Niech to będzie raczej ostrzeżeniem dla panów pokroju Jacksona i jemu podobnych...

Ale co do (...) wszystkich kłamców - ich dział będzie w jeziorze płonącym ogniem i siarką. To oznacza drugą śmierć". (Apokalipsa 21:8, NW)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Zachęta dla Czytelników

                                 Drodzy Czytelnicy!

Na niniejszym blogu znajdziecie 82 wpisy. Dotyczą one zarówno organizacji WTS, jak też spraw doktrynalnych. To bardzo dużo materiału. Na zaprzyjaźnionej witrynie komitetsadowniczy.net
znajduje się niemal kompletne kompendium wiedzy na temat tzw. „komitetów sądowniczych”. Oczywiście są też inne witryny — lepsze lub gorsze, filmy z YouTube itd. Dlaczego o tym wszystkim wspominam?Ano dlatego, że — jak zapewne zauważyliście, wpisy na tym blogu pojawiają się coraz rzadziej. Składają się na to co najmniej dwie przyczyny. 

Pierwsza: Ile razy można pisać o tym samym? Na przykład w Strażnicy z 15. 04. 2015 r. można znaleźć artykuł pt. „Dlaczego wykluczenie świadczy o milości?” Wychwala on powtarzaną od lat politykę WTS nakazującą — rzekomo w imię miłości do Boga —unikanie osób wykluczonych i odłączonych, nawet jeśli są członkami rodziny. I oczywiście wspomniany artykuł sugeruje, że jedynymi przyczynami stojącymi za praktyką wykluczania są „niemoralność płciowa, bałwochwalstwo, kradzież, zdzierstwo, morderstwo i spirytyzm ”. Ponieważ komunikat podawany w zborze na temat osoby wykluczonej bądź odłączonej brzmi „X nie jest już świadkiem Jehowy”, słuchacze w domyśle kojarzą ów komunikat z ww. grzesznymi zachowaniami osoby, której ów komunikat dotyczy. (Nota bene jest to złamanie ustawy o ochronie danych osobowych, która zabrania podawania do publicznej wiadomości tzw. danych wrażliwych (sensytywnych), w tym informacji o poglądach religijnych jednostki). Tymczasem coraz częściej przyczyną wykluczenia (a świadomego odłączenia jeszcze częściej) jest krytyka rzekomej „organizacji Bożej” przez świadome jednostki, które nie mogą i nie chcą godzić się ani z fałszywymi doktrynami, ani z obłudą przywódców WTS. Obawa tych ostatnich przed rozmową nieświadomych „owieczek” z tymi, którzy zdążyli już na wylot przejrzeć, czym jest w istocie organizacja, leży u źródeł twardej polityki WTS, na szczęście coraz miej skutecznej.    

Drugą przyczyną rzadszego pojawiania się naszych artykułów jest pytanie, czy rzeczywiście są one nadal potrzebne? Sądząc po niezbyt imponującej ilości wejść oraz zerowej ilości komentarzy, trudno o jednoznaczną odpowiedź na  powyżej postawione pytanie. 
Dlatego zachęta dla Was — drodzy Czytelnicy — zachęcamy do reakcji na nasze wpisy. Dajcie sygnał, że jesteśmy Wam potrzebni! Jeżeli jesteśmy...  

niedziela, 9 listopada 2014

Na fanatyzm nie ma mocnych




Jak można było się spodziewać, po wystąpieniu w porannym programie telewizji TVN prezesa Stowarzyszenia „Wyzwoleni”, Stanisława Chłościńskiego w dn. 7 listopada br., strażnicowi apologeci w komentarzach do programu zamieszczonych na stronie wyzwoleni.org wylali na niego cały posiadany przez siebie zapas jadu i żółci – charakterystyczny dla wielu ŚJ zestaw dwóch substancji kiepsko skrywanych pod maską obłudy, dwulicowości i warunkowej „miłości”. Znalazło się też – na szczęście – kilku myślących i bezstronnych dyskutantów, wywodzących się – jak można domyślić się z wpisów – zarówno spośród osób postronnych, jak też spośród jednostek związanych w różnym stopniu z ruchem ŚJ.   Zaatakowany z wielką klasą bronił się w słowach cytowanych poniżej, próbując jednocześnie pobudzić do myślenia tych, którzy mają (jeszcze) taką możliwość. Oto jego wpis: 

Chciałbym podziękować stacji TVN i redakcji Dzień Dobry TVN za wyemitowany program. Ilość napisanych komentarzy świadczy o skali problemu. Dziękuje też wszystkim za dobre słowo i wyrozumiałość. Są i tacy, którzy kryjąc się za pseudonimami rzucają inwektywy i pomówienia; nie chcę i nie będę się do nich ustosunkowywał, bo liczyliśmy się z tym, że takowe się pojawią, przecież i tak wiedzą wszyscy oponenci lepiej ile miałem kochanek, co jem i gdzie śpię, pisząc to wszystko wystawiają sobie tylko świadectwo. Gdyby Jezus był obecnie na ziemi, też pewnie zostałby odstępcą wszak głosił inna filozofię.....

Tym wszystkim odpowiem jednak słowami waszej ukochanej Biblii w przekładzie Nowego Świata: Efezjan 4: 25, 31: 

Przeto odrzuciwszy fałsz, mówcie prawdę każdy ze swym bliźnim, ponieważ jesteśmy członkami należącymi do siebie nawzajem. 

Wszelka złośliwa gorycz i gniew, i srogie zagniewanie, i krzyk, i obelżywa mowa niech będą spośród was usunięte wraz z wszelkim złem. .........tak ale tego nie potraficie zastosować do siebie.

Czy potraficie odpowiedzieć co stało się z nauką o pokoleniu, mieniu i niewolniku? zapytajcie o to swoich starszych zboru...... Zapytajcie również o członkostwo WTS w Organizacji Narodów Zjednoczonych, nigdy polscy bracia za to nie doczekali sie przeprosin. Zapytajcie dlaczego nadzorca strefy Moris zapowiedział sprzedaż mniejszych sal i budowanie większych. Ponaglił ponadto zbory do spłaty zaciągniętych pożyczek, gdyż wiszą łącznie 50 mln zł..........? Może dlatego, że nie którzy z was ociągają się z płaceniem.
Dlaczego okłamuje się was, że za przyjęcie transfuzji nikogo się nie wyklucza? Mają rację, ponieważ nie wyklucza się za przyjęcie krwi. To kolejny niedawny wybieg manipulacyjny CK, którym biernie poddają się Św J. Teraz przyjęcie krwi jest aktem odłączenia się, a więc odstępstwa. Czyli jeżeli weźmiesz krew, najprościej mówiąc jesteś odstępcą robiąc to i mimo iż będziesz czuł się członkiem wspólnoty Św J, to jednak zostaniesz ogłoszony w zborze, że już nie jesteś Św J. A notatka do poufnych danych w zborze będzie opisywać, iż poprzez przyjęcie krwi odłączyłeś się od zboru Św J. ( Oczywiście możesz okazać skruchę za przyjęcie krwi, chociaż to dziwne, ponieważ skruchę okazuje się za grzech, za który można być wykluczonym, a odłączenie się jest przecież aktem zaplanowanym i przemyślanym, no chyba że to Szatan nagle zaślepił umysł wierzącego, aby nie świeciła mu nauka CK o transfuzji krwi. 
Źródło - Ks. Paście trzodę Bożą - Rozdział 9 akapit 3, tajna książka przeznaczona tylko dla starszych zboru..... zapytajcie również o nią.
Czy zostaliście zapoznani z uchwałą Walnego Zgromadzenia Związku Strażnica w dniu 31 marca 2014....? Uchwałę o zmianie Statutu Związku podjęło 37 osób, to wszystkie osoby, które stanowią całość prawnego związku, zapytajcie starszych jak wygląda Wasze członkostwo i gdzie byli przedstawiciele zborów........ nikt ich nie zaprosił. To znaczy, że 37 osób zdecydowało za 125 tyś Śj w Polsce, jaki ma być nowy statut i nowa nazwa......... dziwna to teokracja a może manipulacja...?
Czy zostałeś zapoznany z nowym statutem ŚJ w Polsce? Poproś o niego starszych.
Czy znasz nazwiska tajemniczego Komitetu Oddziału w Polsce? Poproś o nie starszych zboru.
Wszystkie te dokumenty są do wglądu na stronie Stowarzyszenia Wyzwoleni.
Zapytajcie też, dlaczego Towarzystwo Strażnica nie udzieliło pomocy humanitarnej Kazimierzowi ze Skarżyska Kamiennej, przecież podarował wam znaczącą część własnej działki na wybudowanie sali królestwa.....?
Jeżeli zadacie te pytania, bądźcie pewni, że dostaniecie wezwanie na komitet sądowniczy, ale nie przejmujcie się tym, macie konstytucyjne prawo do wolności i komitety sądownicze to prawo naruszają, zawsze możecie złożyć doniesienie do prokuratury z art. 194 lub 191 kk. Możecie się też zwrócić o pomoc do naszego Stowarzyszenia Wyzwoleni.
Pozdrawiam Was serdecznie i zachęcam do dyskusji.
Stanisław Chłościński
Prezes Zarządu
Stowarzyszenie Wyzwoleni.


Nic dodać, nic ująć. Życzymy Panu Stanisławowi wytrwałości i dalszych sukcesów w obronie prawa, prawdy i sprawiedliwości dla dobra wszystkich chcących wyrwać się ze szponów zniewolenia i manipulacji. 

czwartek, 26 czerwca 2014

Obalanie mitów - część 2 - Po tym poznają...

Towarzystwo Strażnica bardzo chętnie podkreśla w swoich publikacjach rzekomy fakt posiadania "znaku rozpoznawczego" prawdziwych chrześcijan, tj. miłości, twierdząc, że tylko Świadkowie Jehowy znakiem tym się wyróżniają. Najczęściej na dowód tego twierdzenia przytaczana jest neutralność członków społeczności i - rzeczywiście godna szacunku - zdecydowana postawa w sprawie szkolenia się do wojny i stosowania przemocy. Gdy jednak weźmiemy pod uwagę codzienne życie - nie warunki ekstremalne - jest już, oględnie mówiąc, różnie. Stosowne będzie w tym miejscu zacytowanie fragmentu słynnego "hymnu o miłości" apostoła Pawła, zapisanego w 1 Liście do Koryntian, rozdziale 13. W wersetach 4 do 8 czytamy, wg Przekładu Nowego Świata:

Miłość jest wielkodusznie cierpliwa i życzliwa. Miłość nie jest zazdrosna, nie przechwala się, nie nadyma się, nie zachowuje się nieprzyzwoicie, nie szuka własnych korzyści, nie daje się rozdrażnić. Nie prowadzi rachunku krzywdy. Nie raduje się z nieprawości, ale się współraduje z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, na wszystko ma nadzieję, wszystko przetrzymuje. Miłość nigdy nie zawodzi. 

Porównajmy te wspaniałe słowa z niektórymi fragmentami literatury WTS:

Za pośrednictwem swego ducha Jehowa ‘przebywa i się przechadza’ wśród pomazańców (2 Kor. 6:16). Nieustannie kieruje swoim ‘wiernym niewolnikiem’ (Mateusza 24:45–47). „Drugie owce” zaś cenią sobie zaszczyt współdziałania z gronem pomazańców (Jana 10:16, Mateusza 25:37–40).
(Strażnica z 1. 11. 2006 r., 1 art. do studium, akapit 11)

Czy można powiedzieć na podstawie powyższego fragmentu, że przywódcy Strażnicy 'nie przechwalają się, nie nadymają, nie szukają własnych korzyści'? Czy próba zaprzęgnięcia Boga do kierowania tzw. "niewolnikiem" nie jest zwykłą uzurpacją i wyrazem niewyobrażalnej pychy?
Prawdziwi słudzy Boży, tacy jak np. Mojżesz, Jeremiasz, Eliasz, Izajasz bronili się przed reprezentowaniem Boga, mimo iz w każdym z tych przypadków to ON sam powoływał ich na swój "kanał łączności". Przywódcy WTS, nie mając najmniejszych uprawnień do przypisywania sobie Boskiego posłannictwa - świadczy o tym choćby niezliczona ilość nieudanych proroctw i fałszywych nauk w ich wydaniu - wmawiają sobie i innym wbrew oczywistym faktom, że są ziemskimi przedstawicielami "Bożej organizacji". Kłamstwo nie ma nic wspólnego z miłością. Jego autorzy rozmijają się z prawdą, a nie - jak mówi apostoł - 'współradują' się z nią. O owym braku miłości prawdy świadczy dobitnie stosunek do jej miłośników, którzy mają odwagę mówić swoim braciom - Świadkom Jehowy - o błędach organizacji. Osoby takie są wykluczane ze społeczności religijnej i objęte bezlitosnym nakazem unikania. Nie wolno ich nawet pozdrawiać. zostaje im przyklejona obrzydliwa etykieta "odstępców" i są "wrzucani do jednego worka" z faktycznymi przestępcami prawa Bożego. Dotyczy to w równym stopniu tych, którzy sami decydują się odejść ze społeczności. Choćby byli nieskazitelni pod względem moralnym, i tak zostaną skojarzeni z grzesznikami wymienionymi w 1 Liście do Koryntian, rozdziale 5. Tak wygląda 'współradowanie się z prawdą' w religii zarządzanej przez zawiadowców z Brooklynu/Walkill trzymających w niewoli miliony ludzi.
Widać z tego, jak "miłość" strażnicowych dogmatyków, wbrew słowom apostoła, bardzo łatwo 'daje się rozdrażnić', a nawet doprowadza ich do gniewu, dając im 'radość z nieprawości', jaką popełniają, prowadząc 'rachunek krzywdy' - oczywiście wyimaginowanej "krzywdy", którą czynią im miłośnicy Prawdy, obnażając ich niecne postępowanie i fałszywe nauki.
Nawet członkowie rodzny mają pod presją organizacyjną stosować się do nakazu tych "piewców miłości". W książce zatytułowanej - o ironio - "Trwajcie w miłości Bożej" - można przeczytać w dodatku na str. 207-209 m.in. następujące zalecenia:


Jak traktować osoby wykluczone
Jak powinniśmy odnosić się do wykluczonego? Biblia mówi, 'żeby przestać się zadawać z każdym, kto jest zwany bratem, a jest rozpustnikiem albo chciwcem, albo bałwochwalcą, albo człowiekiem rzucającym obelgi, albo pijakiem, albo zdziercą —żeby z takim nawet nie jadać' (1 Koryntian 5:11). O kimś, kto „nie pozostaje w nauce Chrystusa", czytamy: „Wcale go nie przyjmujcie do domu ani nie zwracajcie się do niego z pozdrowieniem. Bo kto się do niego zwraca z pozdrowieniem, ten jest współuczestnikiem jego niegodziwych uczynków" (2 Jana 9-11). A zatem nie utrzymujemy z wykluczonym żadnej więzi duchowej ani nie pozwalamy sobie na żadne kontakty towarzyskie. W Strażnicy numer 23 z 1981 roku na stronie 11 powiedziano: „Zwykłe ,dzień dobry' może być pierwszym stopniem, który prowadzi do rozmowy, a w końcu nawet do przyjaźni. Czy zależy nam na tym, żeby zrobić ten pierwszy krok ku wykluczonemu?".
Czy naprawdę musimy wystrzegać się wszelkich kontaktów? Tak, z kilku powodów. Po pierwsze, w ten sposób dowodzimy lojalności wobec Boga i Jego Słowa. Pokazujemy, że jesteśmy posłuszni Jehowie nie tylko wtedy, gdy przychodzi nam to bez trudu, ale również wtedy, gdy nie jest to łatwe. Z miłości do Niego przestrzegamy wszystkich Jego przykazań —mając świadomość, że jest On sprawiedliwy, że nas kocha i że Jego prawa służą naszemu pożytkowi (Izajasza 48:17; 1 Jana 5:3). Po drugie, wystrzeganie się kontaktów z zatwardziałym grzesznikiem zabezpiecza zbór prze duchowym i moralnym skalaniem oraz chroni jego dobre 5:6, 7). Po trzecie, swoim zdecydowanym zasadach biblijnych pomagamy wykluczonemu. Popierając decyzję komitetu sądowniczego, możemy poruszyć serce winowajcy, który dotąd nie zareagował na starania nadzorców. Gdy utraci cenne więzi z bliskimi osobami, być może się opamięta, zrozumie wagę swego grzechu i poczyni kroki, by powrócić do Jehowy (Łukasza 15:17).

Co zrobić, gdy zostaje wykluczony ktoś z rodziny?
Ze względu na silne uczucia rodzinne sytuacja taka może być dla chrześcijanina prawdziwą próbą lojalności. Jak odnosić się do wykluczonego członka rodziny? Nie zdołamy tutaj omówić wszystkich aspektów tej sytuacji, ale przeanalizujmy dwa podstawowe.
Zdarza się, że wykluczony zostaje ktoś z najbliższej rodziny, z kim mieszkamy pod jednym dachem. Wykluczenie go ze zboru nie powoduje zerwania więzów rodzinnych, toteż codzienneżycie może się toczyć normalnym trybem. Niemniej winowajca przez swoje postępowanie zerwał więź duchową łączącą go z wiernymi Bogu członkami rodziny. Nie może więc z nimi uczestniczyć w zajęciach związanych z wielbieniem Boga. Gdyby na przykład był obecny, kiedy rodzina wspólnie studiuje Biblię, nie mógłby brać udziału w dyskusji. Jeśli jednak wykluczone zostaje nieletnie dziecko, rodzice w dalszym ciągu są odpowiedzialni za pouczanie go i karcenie. Mogą zatem postanowić, że będą z nim nadal prowadzić studium biblijne (Przysłów 6:20-22; 29:17)*.
Sytuacja wygląda inaczej, gdy wykluczony zostaje członek rodziny, który z nami nie mieszka. Sprawy rodzinne mogą sporadycznie wymagać nawiązania z taką osobą kontaktu, ale powinien się on sprowadzać do niezbędnego minimum.
Lojalni chrześcijanie nie wynajdują pretekstów, żeby móc przestawać z takim krewnym. Powodowani lojalnością wobec Jehowy i Jego organizacji, popierają biblijny sposób traktowania zatwardziałych grzeszników. Mają przy tym na względzie dobro danej osoby i w rezultacie mogą jej pomóc odnieść pożytek z otrzymanego skarcenia (Hebrajczyków 12:11).

To tylko fragmenty z wielorakich "okólników", które co i rusz pojawiają się w różnych strażnicowych publikacjach, nie mówiąc już o tajnych podręcznikach i listach dla starszych zboru. Nakaz ślepego posłuszeństwa w unikaniu nawet członków najbliższej rodziny z powodu oszczerczo przylepionej "etykietki" odstępcy i przestępcy Prawa Bożego, doprowadzający do niszczenia podstawowej komórki społecznej i rozbijania w jednej chwili wieloletnich przyjaźni, a także - nierzadko - powiązań zawodowych, co w konsekwencji grozi pozbawieniem jednostki w jednej chwili podstawowych środków do życia - wszystko to źle świadczy o "znaku", którym chełpi się WTS i jego fan-club. Jeśli do tego dodać śmierć setek, a może nawet tysięcy niewinnych osób, w tym dzieci, z powodu polityki organizacji w sprawie transfuzji krwi - zabiegu medycznego, który choć niesie z sobą pewne niebezpieczeństwa, bywa jednak czasami jedynym ratunkiem, a któremu WTS na skutek przeinterpretowania Pisma Świętego nadał charakter "grzechu śmiertelnego"  - okazuje się, że "miłość" w wydaniu religii Świadków Jehowy ma raczej więcej wspólnego z inkwizycją, niż z pięknym opisem pochodzącym z 1 Listu do Koryntian. 

środa, 25 czerwca 2014

Czytelnicy "Przebudźcie się!" - PRZEBUDŹCIE SIĘ!

Za zgodą redakcji www.komitetsadowniczy.net zamieszczam poniższy materiał.
W dn. 7.05. 2011 roku w Warszawie odbyła się bardzo ciekawa konferencja na temat sekt i zagrożeń płynących z kontaktu z nimi. Niektóre opisy mrożą krew w żyłach. W tym "doborowym" towarzystwie znalazł się - i słusznie - ruch religijny Świadków Jehowy nadzorowany przez Ciało Kierownicze i Towarzystwo Strażnica (str. 41-54 podlinkowanego powyżej materiału). Pan Achille Aveta, były świadek Jehowy, niezależny dziennikarz i pisarz z Włoch poddał surowej ocenie, popartej mocnymi dowodami, ostracyzm wobec krytyków ruchu, narzucony pod pozorem rzekomej lojalności wobec Boga wiernym, przez bezwzględnych przywódców sekty. Praktyka ta znana jest pod anglojęzyczną nazwą "shunning". Opisane są - zakończone wyrokami sądowymi - a więc nie zmyślone przez rzekomych "odstępców - przypadki przymusowej rewizji osobistej oraz naruszenia prywatności i miru domowego przez zamaskowanych, kryjących się za zasłonietymi szybami samochodu osobników, którzy ze sprzętem filmowym zaczaili się, aby za jego pomocą pozyskać dowód "przestepstwa" polegającego na kontakcie członków ruchu z osobami z niego wykluczonymi lub tymi, którzy sami postanowili odejśc. Warto zastanowić się nad poniższym fragmentem, doskonale opisującym istotę "shunningu":

Uciekanie się do groźby ostracyzmu będącego konsekwencją wykluczenia, w celu zastraszenia członków i skłonienia ich do postępowania niezgodnego z własnym sumieniem, czy też wywieranie presji, aby uwierzyli w twierdzenia, które w swoim przekonaniu uważają za niezgodne z Biblią, jest formą wymuszenia duchowego, szantażu duchowego. Może nie jest łatwo takie postępowanie rozpoznać i zdemaskować je tak, jak to się dzieje w przypadku kradzieży i zabójstwa, czy też oszustwa i wymuszenia o charakterze materialnym, jednak jest ono tak samo niemoralne i w niektórych przypadkach nawet jeszcze gorsze niż inne przestępstwa kodeksowe (pogr. red.).

Warto zapoznać się z cytowanym w materiale listem Towarzystwa pochwalającym zaniechanie kontaktu z własnym ojcem (czcij ojca i matkę swoją???) jako wyraz rzekomego przestrzegania "mądrych rad i wskazówek Bożych i z "uzasadnieniem" takiego ohydnego postepowania tym, że wg anonimowych, jak zwykle, autorów owego listu, ojciec ów jest "zatwardziałym grzesznikiem".

Kto dał tym ludziom prawo takiego wyrokowania? Dlaczego do tej pory ów "szantaż duchowy", jawne podżeganie do nienawiści, nielegalne i poniżające godnośc ludzką tajne "komitety sądownicze" są tolerowane przez wszystkie tzw. "demokratyczne" kraje? Dlaczego ów ciemnogród nie tylko nadal funkcjonuje, ale - wzmacniany przez ostatnie publikacje - ma się wręcz coraz lepiej?

Jak to możliwe, że ma miejsce sytuacja trafnie opisana przez p. Aveta?:

Osoba, której Ruch Towarzystwo Strażnica – za pośrednictwem „starszych” – przybije piętno „Wykluczonego” jest dla członków ruchu jak „martwy”. Konkretna przyczyna, dla której tak się dzieje, nie ma znaczenia. To „przyklejona” etykieta, a nie jej uzasadnienie determinuje traktowanie wykluczonego (pogr, red.).

Słowa prokuratora greckiego wobec prześladowców niewinnych osób, które chciały w sposób niezależny od dogmatyków Watchtower studiować Slowo Boże, trafnie oddają istotę problemu:

„Nie wierzę, że istnieje bodaj jedna organizacja chrześcijańska, która mówi swoim członkom, żeby posługiwali się kłamstwem, ale ponieważ oskarżony i jego organizacja to czynią, żądam, aby wzięli na siebie odpowiedzialność i powiedzieli otwarcie: „Tak, szpiegowaliśmy”. Ale skoro organizacja robi takie rzeczy, czego można oczekiwać od jej członków? Używali specjalistycznego sprzętu i niektórzy świadkowie przyłapali ich na gorącym uczynku podczas filmowania, jednak oni obstają przy twierdzeniu, że nie szpiegowali, tylko filmowali. Wszystko to nie przysparza chwały ani oskarżonym, ani organizacji, do której należą. Każdy z nas może należeć do organizacji, która mu się najbardziej spodoba, ale możemy również swobodnie opuścić jej szeregi i robić to, co chcemy, byleby w granicach prawa… Czy fakt, że ktoś porzuca organizację, odchodzi z niej, daje komukolwiek prawo do śledzenia tej osoby (pogr. red.)? Prawo zakazuje używania jakichkolwiek urządzeń rejestrujących, od magnetofonu po kamerę video, po to by wtrącać się w życie i zwyczaje innych ludzi. Prywatne życie każdego z nas nie może w żadnym razie podlegać kontroli, dotyczy to również naszych osobistych przekonań. Chodzi o bardzo poważną sprawę. Oskarżonych zastano, gdy byli zajęci rejestracją życia prywatnego powodów przy użyciu sprzętu video i to, co było oczywiste, nieprzypadkowo. Towarzystwo Strażnica, nauczając, że jest „jak arka” i że tylko wchodząc na jej pokład można dostąpić zbawienia, bo jest łodzią bożą, uzależnia w znaczny sposób swoich członków, co skłania ich do czynów stanowiących zagrożenie dla praw człowieka” (pogr. red.).

Przypomnijmy w tym miejscu jeszcze raz, że Sąd orzekł o winie oskarżonych.

Warto zaznaczyć, że jako motto do swego wykładu p. Aveta użył słów Martina Luthera Kinga:
„Problemem nie są źli ludzie, ale milczenie dobrych”.

Drogi Czytelniku tej i zaprzyjaźnionych witryn. Zacznij działać! Przestań wspierać złoczyńców!
Weź sobie do serca słowa M. L. Kinga!

Punkt widzenia na punkt siedzenia


Tak to już jest; "gdy rozum śpi, budzą się demony". Choć rośnie liczba świadomych opłakanego stanu rzeczy Świadków Jehowy (ale zaraz potem spada, ponieważ przestają nimi być z własnej woli lub na skutek działań osławionych "komitetów sądowniczych"),  niestety u większości rozum nadal "śpi". Taki marazm podtrzymują we własnym interesie przywódcy WTS, tworząc bzdurne artykuły w stylu powyżej przedstawionego. Niezależnie od tego, czy tzw. pytania czytelników są kreowane przez samych autorów publikacji (o co od dawna ich podejrzewam!), czy też są pytaniami od jakichś rzeczywistych - choć jak widać - niezaradnych (delikatnie rzecz ujmując) czytelników, i tak cel zawiadowców WTS jest osiągnięty. Tego typu pytaniami (i odpowiedziami na nie) podtrzymywany jest mit o "dojrzałości" tzw. "kanału łączności" i potrzebie zwracania się do niego w każdej sprawie o radę, ponieważ przeciętny ŚJ na skutek owego "śpiącego rozumu" nie potrafi podjąć jakichkolwiek poważnych decyzji, nie mogąc bez odpowiednich wytycznych z Brooklynu\Walkill nawet kiwnąć przysłowiowym palcem w bucie.  
Dzierżawcy "prawdy" postanowili łaskawie zająć się tym razem konkretną częścią ciała wykluczonego, który posiada jednakowoż rodziców (lub innych krewnych) i z jakichś powodów pragnie uczęszczać (nadal lub ponownie) na zebrania Świadków Jehowy.  Okazuje się, że choć rodzice nie powinni "niepotrzebnie szukać" towarzystwa swojego dorosłego dziecka, to jednak owoż "złe towarzystwo" jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeistacza się w pożądane podczas "chrześcijańskiego zebrania" pod warunkiem, że ów wykluczony "siedzi cicho"... Strach pomyśleć, co jednak mogłoby się stać, gdyby zaczął siedzieć głośno (????).  Jak wynika z przypisu na dole artykułu, Brooklyn łaskawie uraczył ŚJ jakimś kolejnym "nowym światłem" w rzeczonej sprawie. Zapewne w najbliższych NSK pojawią się dziękczynienia dla Jehowy za to nowe, cudowne rozporządzenie oraz posypią się przykłady powtórnie nawróconych, którym siedzenie - a raczej miejsce, gdzie pozwolono je usadowić - pomogło w ponownym docenieniu "prawdy" i wyrażeniu skruchy.  
Jednak owo odgórne przyzwolenie na zmianę punktu siedzenia nie jest bezwarunkowe - miejsce zajmowane przez wykluczonego nie może nikogo gorszyć! Czy będzie więc dochodzić do sytuacji, w której wykluczony, siadający z przodu Sali Królestwa obok swoich rodziców i stanowiący w tym momencie dobre towarzystwo będzie musiał jednak się przesiąść do tyłu, ponieważ jego punkt siedzenia stał się przyczyną czyjegoś zgorszenia? A co wtedy, gdy osoby siedzące z tyłu Sali, a niebędące członkami rodziny wykluczonego tym bardziej uznają go za niepożądany element? Gdzie biedaczysko ma się wtedy podziać? 
Z niecierpliwością czekam na kolejne szczegółowe wytyczne bruklińskich faryzeuszy w tej i innych sprawach. Była już segregacja rasowa, apartheid, getto ławkowe, czymże więc jest przy tym mniejsza lub większa alienacja osób z przylepioną organizacyjnie etykietą niegodziwca? Wielu z nich "zarobiło" tę etykietę na skutek używania rozumu i budzenia go u współwyznawców. Czyż nie lepiej było trwać we śnie i pozwolić spać innym? W końcu przecież słynna piosenkarka śpiewała, że "najświętszy w życiu jest święty spokój". 
Widać, że demony w tej społeczności nadal mają się dobrze...

wtorek, 17 czerwca 2014

Kije-samobije

W Strażnicy z 15 lipca 2011 roku pisarze Towarzystwa Strażnica przeszli samych siebie. W artykule pod tytułem „Czy usłuchasz wyraźnych ostrzeżeń Jehowy?” z dodanym dla wzmocnienia siły „biblijnej” argumentacji tekstem z Księgi Izajasza 30:21 –  „To jest ta droga. Chodźcie nią” - publikują pod szyldem Boga własne, znane i wielokrotnie powtarzane zalecenia dotyczące unikania tzw. „odstępców”. Oczywiście największym zagrożeniem dla czystości zboru chrześcijańskiego nie jest wcale ani niemoralność, ani skłonność do kradzieży (czytaj: kleptomanii), ani też pijaństwo (czytaj: alkoholizm). Nie jest nim też skrzętnie skrywana przez Biuro Główne baza pedofilów, co ujawnił były nadzorca, Bill Bowen wraz z siostrą Barbarą Anderson, mającą 42-letni staż w „prawdzie” i 9-letni w Departamencie Pisania literatury w brooklińskim Betel, a bezpardonowo usuniętą ze społeczności pod pozorem tzw. „szerzenia podziałów” (o tym można przeczytać tutaj). Największym zagrożeniem dla „jedności” Towarzystwa i jego fanów nadal pozostaje... wolność chrześcijańska. Jej ostatni bastion w postaci tzw. studium książki (przepraszam, tj. „studium Biblii za pomocą książki”) został obalony przed trzema laty przez zlikwidowanie tego zebrania, na które podobno wcześniej zapraszał sam Jehowa (tak zawsze mówiono podczas „obsługi”). Ponieważ po zebraniu często prowadzono ożywione dyskusje i posuwano się do np. skandalicznego procederu badania zasadności sposobu oddania niektórych wersetów w Przekładzie Nowego Świata (o czym pisałem w „Sekciarskiej skrzynce pytań”), ukrócono tę „haniebną” praktykę, dołączając owo studium do zebrania szkolno-służbowego.  Ponieważ jedynie organizacja, jak nadmienia artykuł „od dawna zaspokaja nasze duchowe pragnienie, dostarczając czystej i orzeźwiającej wody prawdy” (choćby wczorajsza „prawda” okazała się dzisiejszym fałszem), wszelkie dyskusje na temat tej „wody prawdy” są niepotrzebne, zaś – o zgrozo! – artykułowanie  jakichkolwiek wątpliwości na ten temat to tendencje odstępcze.  Dla dobra „potulnych” bieżąca Strażnica szeroko więc omawia w kilku artykułach, jak, kogo i czego należy bezwzględnie unikać.  Po raz kolejny gromi tych, których określa mianem “odstępców”:
Do starszych z Efezu Paweł powiedział: „Spośród was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne". A Piotr, zwracając się do współchrześcijan, napisał: „Wśród was będą fałszywi nauczyciele". Skąd zatem wywodzą się tacy ludzie? Mogą się pojawić wewnątrz zboru. To odstępcy. Jaki mają cel? Nie zadowalają się jedynie opuszczeniem organizacji, którą być może kiedyś kochali. Jak wyjaśnił Paweł, starają się „pociągnąć za sobą uczniów". Zamiast szukać własnych uczniów, usiłują zagarnąć uczniów Chrystusa. Niczym „drapieżne wilki" chcieliby pożreć ufnych członków zboru — zburzyć ich wiarę i odwieść ich od prawdy (Mat. 7:15; 2 Tym. 2:18).
Podano też definicję odstępstwa:
„Odstępstwo" to odstąpienie od prawdziwego wielbienia Boga, odpadnięcie, wyparcie się, bunt, porzucenie.
Odstępcy mogą - jak wyjaśnia Strażnica - ale nie muszą, pojawić się wewnątrz zboru. Owszem nie tylko wewnątrz, ale jak wynika z dalszej części artykułu, na samiutkim wierzchołku tej jakże kochanej niegdyś organizacji. 
Odstępcy 'cichaczem wprowadzają' zgubne nauki. Działają potajemnie niczym przemytnicy - niepostrzeżenie zaszczepiają spaczone idee. Podobnie jak sprytny fałszerz próbuje wprowadzić do obiegu podrobione dokumenty, tak samo oni, posługując się „sfałszowanymi słowami", czyli kłamliwymi argumentami, próbują propagować sfabrykowane przez siebie poglądy jako prawdziwe. Upowszechniają „zwodnicze nauki", „przekręcają (...) Pisma", aby pasowały do ich twierdzeń (2 Piotra 2:1, 3,13; 3:16). Wcale nie leży im na sercu nasze dobro. Idąc za nimi, zboczylibyśmy z drogi wiodącej do życia wiecznego. 
Niechcący twórcy artykułu chcąc wychłostać swoją krytyką byłych współwyznawców, chwycili za “kije-samobije” i spuścili lanie samym sobie. Jakże trafnie opisali powyżej pewne praktyki, a to dzięki temu, że sami z lubością się im oddają. Oto i one w skrócie:
  • posługują się „sfałszowanymi słowami” czyli kłamliwymi argumentami, próbując propagować sfabrykowane w bruklińskiej korporacji poglądy jako prawdziwe. (zmieniający się pogląd na znaczenie „pokolenia” to już przykład „kliniczny”... Trzeba też wspomnieć o rozpaczliwej obronie roku 607 p.n.e. jako rzekomej daty zburzenia starożytnej Jerozolimy; obronie nie tylko wbrew faktom naukowym, ale przede wszystkim wbrew samej Biblii – wystarczy dobrze przyjrzeć się Księdze Zachariasza 1:12, 7:5). Zob też tutaj.
  • Upowszechniają „zwodnicze nauki”, „przekręcają (...) Pisma”, aby pasowały do ich twierdzeń (2 Piotra 2:1, 3, 13; 3:16). Wystarczy choćby wymienić wyrwany z kontekstu Drugiego  Listu Jana zakaz „pozdrawiania” tak, aby pasował do polityki shunningu stosowanej przez Towarzystwo (2 Jana 10). A o Sodomitach, którzy najpierw mieli zmartwychwstać (pierwsze wydanie książki „Żyć wiecznie”), a potem jednak nie (drugie wydanie tej samej publikacji) już nawet lepiej nie wspominać!
  • Odstąpili od prawdziwego wielbienia wchodząc w przymierze z ONZ, którą sami przecież określili mianem „ósmej bestii z Apokalipsy”.
Czy Pismo Święte potępia odstąpienie od odstępcy?

To, co oznajmia akapit 9 artykułu „Czy wszedłeś do odpoczynku Bożego” w tej samej Strażnicy, powinno tym, którzy podają się za przedstawicieli „niewolnika wiernego i roztropnego” ukazać bezsens tej uzurpacji.
W czasach nowożytnych nieraz otrzymywaliśmy uaktualnione informacje dotyczące pewnych nauk biblijnych. Nie powinno nas to niepokoić — powinno raczej pogłębiać zaufanie do niewolnika wiernego i roztropnego. Gdy jego przedstawiciele zauważają, że zrozumienie pewnych prawd trzeba uściślić lub skorygować, nie powstrzymują się przed wprowadzeniem zmian. Niewolnikowi bardziej zależy na dotrzymaniu kroku zamierzeniu realizowanemu przez Jehowę niż na uniknięciu krytyki w związku z takimi zmianami.
Jeśli ci „przedstawiciele” w którymś momencie zauważają, że ich zrozumienie było fałszywe i trzeba je było skorygować, oznacza to tym samym, że nigdy nie było ono “pokarmem na czas słuszny”, a podający je nie mógł być „wiernym i roztropnym niewolnikiem” z przypowieści Pana Jezusa. Bóg nie daje nam jako pokarmu czyjegoś fałszywego zrozumienia. Gdyby twórcy i właściciele Strażnicy mieli odrobinę uczciwości, przeprosiliby wszystkich za podawanie jako „pokarmu na czas słuszny” swoich własnych, błędnych poglądów oraz podszywanie się pod przedstawiciela „wiernego i rozumnego niewolnika” i „kanału łączności” (termin zaczerpnięty z filozofii New Age, nigdzie nie występujacy w Biblii). Aby zauważyć całe to matactwo tych właśnie „fałszywych nauczycieli” wystarczy tylko zastanowić się nad wypisywanymi przez nich w obfitości „sfałszowanymi słowami”, nawet bez uciekania się do pomocy pochodzącej spoza organizacji. Gdyby w sądzie jakiś świadek zmieniał swoje zeznania tak, jak Strażnica „uściśla” swoje nauki, zostałby skazany za mataczenie i składanie fałszywych zeznań.W rzeczywistości - o zgrozo - od ponad 100 lat czynią tak twórcy doktryny dumnie zowiący się Świadkami samego Boga Jehowy. Związek Strażnica ze strachu przed obudzeniem się rozumu u swoich poddanych czyni wszystko, aby do tego nie dopuścić:
Akapit 7 omawianego artykułu o fałszywych nauczycielach ostrzega:
Z czym się wiąże unikanie fałszywych nauczycieli? Nie przyjmujemy ich w naszych domach ani ich nie pozdrawiamy. Nie czytamy ich literatury, nie oglądamy programów telewizyjnych z ich udziałem, nie przeglądamy ich stron internetowych ani nie dodajemy komentarzy na ich blogach. Z czego wynika taka stanowcza postawa? Z miłości. Kochamy „Boga prawdy", dlatego nie interesują nas pokrętne nauki, które przeczą Jego prawdomównemu Słowu (Ps. 31:5; Jana 17:17). Kochamy też organizację Jehowy, dzięki której poznaliśmy zachwycające prawdy biblijne —między innymi o imieniu Bożym i jego znaczeniu, o zamierzeniu Jehowy co do ziemi, o stanie umarłych i o nadziei na zmartwychwstanie. Czy pamiętasz, jak się poczułeś, gdy pierwszy raz usłyszałeś o tych i innych wspaniałych rzeczach? Czemuż więc miałbyś zgorzknieć pod wpływem kogoś, kto oczernia organizację, za sprawą której poznałeś te nauki?
Do kompletu zakazów należałoby dołączyć jeszcze zakaz czytania publikacji Towarzystwa Strażnica, ponieważ - jak widać - one najbardziej, jak kije-samobije uderzają w  Towarzystwo. I co teraz, jeśli ktoś postąpi w imię powyższych zaleceń, traktując je poważnie? Jeśli „kocha „Boga prawdy"  i dlatego nie interesują go pokrętne nauki, które przeczą Jego prawdomównemu Słowu”, to nie pozostaje mu nic innego, jak unikanie treści publikowanych w Strażnicach podobnych do omawianej (a o inne coraz trudniej!). Zaś argument powołujący się na „dług wdzięczności” za niegdysiejsze poznanie podstawowych prawd biblijnych i wynikający z tego jakoby wymóg bezkrytycznego trwania przy „organizacji Jehowy” to granie  na emocjach i manipulacja.  Te „zachwycające prawdy biblijne” nie pochodzą ani od Russella, ani ani od jego następców, lecz z Biblii i wiele z nich było znanych dużo wcześniej – pomimo rozrostu „chwastów”. Można sobie wyobrazić, że z początkiem II wieku n.e., kiedy to faktyczne, zapowiedziane przez apostołów „odstępstwo” krzewiło się bez przeszkód, a wierni uczniowie chcieli nadal trwać przy prawdzie z Biblii, jak ówcześni odstępczy zawiadowcy „organizacji” (choć wtedy nie istniało takie sformułowanie), nazywani dziś przez historyków „ojcami apostolskimi”, powoływali się na podobne argumenty, jak omawiana Strażnica. Jednak apostoł Jan, w Pierwszym Liście, rozdziale 4, a wierszu 1 zachęca do ustawicznego sprawdzania tego, co dociera do chrześcijanina:
Umiłowani, nie każdej natchnionej wypowiedzi wierzcie, lecz sprawdzajcie natchnione wypowiedzi, czy pochodzą od Boga, ponieważ wyszło na świat wielu fałszywych proroków.
Organizacja Towarzystwa Strażnica nie jest w stanie przedstawić ani jednego wiarygodnego dowodu, który miałby bezspornie potwierdzić, że jest „organizacją Jehowy”. Mimo to po raz kolejny usiłuje wzbudzić zabobonny lęk u czytelników:
Możemy wejść do odpoczynku Jehowy - innymi słowy przyłączyć się do Boga w tym odpoczynku - jeśli będziemy działać zgodnie z realizowanym przez Niego zamierzeniem, w myśl wskazówek podawanych przez Jego organizację.
W końcowych artykułach po raz kolejny zalecono czytelnikom bezwzględne unikanie osób, które, jak to zwykła określać Strażnica, odwróciły się od Boga.

Towarzystwo Strażnica we własnym samouwielbieniu nie jest w stanie dostrzec, że  odwrócenie się od Boga to nie to samo, co odwrócenie się  od odstępczego nauczania kierownictwa organizacji. Jak pisał poeta „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Żadne blogi, komentarze na stronach internetowych czy programy telewizyjne nie byłyby zagrożeniem dla pomyślności duchowej Świadków Jehowy, gdyby „prawda” była PRAWDĄ, a tego typu źródła rzeczywiście służyłyby jedynie „oczernianiu”  organizacji, jak to usiłuje przedstawić Strażnica, traktując po raz kolejny swoich czytelników jak bezmyślne przedszkolaki nie posiadające rozeznania. Kościół watykański też miał niegdyś indeks ksiąg zakazanych. 


Czyż to nie chichot historii?!

Kolejny przykład "dwojakich odważników" - obłuda trwa w najlepsze

W artykule ze Strażnicy z 1.11.2012 r pt. „Czego Jehowa wymaga od ciebie” (artykuł ze stałego cyklu „Zbliż się do Boga”) podjęto próbę omówienia wersetu z Księgi Malachiasza 6:8:
On ci powiedział, ziemski człowieku, co jest dobre. I czego Jehowa wymaga od ciebie prócz tego, żebyś czynił zadość sprawiedliwości i miłował życzliwość oraz był skromny, chodząc ze swoim Bogiem?
Artykuł skierowany do tzw. „szerokich mas” ma za zadanie powiększyć grono czytelników, którzy mogą stać się potencjalnymi „zainteresowanymi”, a następnie Świadkami Jehowy. Toteż omówienie ww. wersetu tchnie słodyczą, kapiącą z ust (czy raczej z pióra) pisarza.
Np. na temat życzliwości pisze on: '
'Czyń zadość sprawiedliwości'. Jak czytamy w pewnym dziele, hebrajskie słowo tłumaczone na sprawiedliwość odnosi się do „prawości w stosunkach społecznych”. Bóg pragnie, abyśmy traktowali innych w sposób prawy i szlachetny, kierując się przy tym Jego normami. Czynimy zadość sprawiedliwości, gdy w kontaktach z drugimi zdobywamy się na przykład na bezstronność i uczciwość (Kapłańska 19:15, Izajasza 1:17, Hebrajczyków 13:18). Jeżeli jesteśmy wobec ludzi sprawiedliwi, mogą się nam odwzajemnić tym samym (Mateusza 7:12).
Z oczywistych (dla wydawców Strażnicy) względów artykuł nic nie wspomina, jak ową „sprawiedliwość” zaleca się stosować w relacji z osobami wykluczonymi lub tymi, które odłączyły się od społeczności Świadków Jehowy. Czytelnicy owej „powszechnej” Strażnicy byliby zapewne zaskoczeni, gdyby wiedzieli, jak w książce pt. „Trwajcie w miłości Bożej” wydawcy owego czasopisma pojmują „prawość w stosunkach społecznych”. W dodatku zamieszczonym na str. 207-209 rzeczonej książki można przeczytać np.:

Jak powinniśmy odnosić się do wykluczonego? Biblia mówi, 'żeby przestać się zadawać z każdym, kto jest zwany bratem, a jest rozpustnikiem albo chciwcem, albo bałwochwalcą, albo człowiekiem rzucającym obelgi, albo pijakiem, albo zdziercą —żeby z takim nawet nie jadać' (1 Koryntian 5:11). O kimś, kto „nie pozostaje w nauce Chrystusa", czytamy: „Wcale go nie przyjmujcie do domu ani nie zwracajcie się do niego z pozdrowieniem. Bo kto się do niego zwraca z pozdrowieniem, ten jest współuczestnikiem jego niegodziwych uczynków" (2 Jana 9-11). A zatem nie utrzymujemy z wykluczonym żadnej więzi duchowej ani nie pozwalamy sobie na żadne kontakty towarzyskie. W Strażnicy numer 23 z 1981 roku na stronie 11 powiedziano: „Zwykłe ,dzień dobry' może być pierwszym stopniem, który prowadzi do rozmowy, a w końcu nawet do przyjaźni. Czy zależy nam na tym, żeby zrobić ten pierwszy krok ku wykluczonemu?".

Oto jak zaleca się ochrzczonym Świadkom Jehowy postępowanie w sposób „prawy i szlachetny”. Oto jak zaleca się im przejawianie „bezstronności i uczciwości”! Każe im się założyć, bez prawa osobistego zbadania faktów, iż każdy wykluczony lub odłączony jest na pewno winien albo grzechu (grzechów) wymienionego w 1 Liście do Koryntian 5:9-11, albo jest „antychrystem”, albo jednym i drugim. Jest też „zatwardziałym grzesznikiem”, jak o tym świadczy kolejna „rada” z publikacji – o ironio – „Trwajcie w miłości Bożej”:


Gdy bliski przyjaciel lub ktoś z rodziny zostaje usunięty ze społeczności jako zatwardziały grzesznik, bardzo to przeżywamy. Swoim stosunkiem do biblijnych wskazówek w tej sprawie możemy ujawnić głębię naszej miłości do Boga i lojalności wobec Jego postanowień.


„Prawa i szlachetna sprawiedliwość” Świadków Jehowy, którą opisuje listopadowa Strażnica,  ma się zatem przejawić w całkowitym odrzuceniu i osądzeniu bliskiego niegdyś człowieka na podstawie nic nie mówiącego komunikatu w zborze, będącego skutkiem decyzji tajnego tzw. „komitetu sądowniczego”, składającego się z zazwyczaj nie mających pojęcia o sądzeniu starszych, na ogół słabo wykształconych i bezmyślnych „aparatczyków” systemu stworzonego przez WTS.  Co gorsza twierdzi się, jakoby taka „sprawiedliwość” pochodziła od samego Boga. Zaleca się też izolację członków najbliższej rodziny, np.: (…) gdy wykluczony zostaje członek rodziny, który z nami nie mieszka. Sprawy rodzinne mogą sporadycznie wymagać nawiązania z taką osobą kontaktu, ale powinien się on sprowadzać do niezbędnego minimum. Lojalni chrześcijanie nie wynajdują pretekstów, żeby móc przestawać z takim krewnym. Powodowani lojalnością wobec Jehowy i Jego organizacji, popierają biblijny sposób traktowania zatwardziałych grzeszników. Mają przy tym na względzie dobro danej osoby i w rezultacie mogą jej pomóc odnieść pożytek z otrzymanego skarcenia (Hebrajczyków 12:11).

Pisarze owego bezdusznego, haniebnego dodatku z książki „Trwajcie w miłości Bożej” w swoim zaślepieniu i lęku przed utratą wiernych na skutek kontaktu z myślącymi osobami, których organizacja WTS pozbywa się w postępie geometrycznym, zapomnieli całkiem o przypowieści Pana Jezusa o „synu marnotrawnym” (Ewangelia wg Łukasza 15:11-31). Bohater tej przypowieści faktycznie był winien wielu grzechów, a jednak jego ojciec, obrazujący samego Boga, czekał cierpliwie na niego, a gdy się opamiętał, przyjął go z powrotem. Nie uważał go za zatwardziałego grzesznika, jak to zapewne uczyniłby dodatek z książki, gdyby wtedy istniała. Ów dodatek popada zresztą w sprzeczność, jako że rzeczywisty  „zatwardziały grzesznik” nie jest już w stanie, jak to czytamy w książce, „odnieść pożytek z otrzymanego skarcenia”.                                                                                                                                          
Utrwalanie błędnej opinii, jakoby takie „zalecenia”, jak te pochodzące z książki „Trwajcie w miłości Bożej”, były wyrazem Boskiej sprawiedliwości opisanej w Księdze Micheasza 6:8, jest gwałtem na umysłach i wolności czytelników, wykorzystującym ich ślepe zaufanie do rzekomego „kanału łączności” i odbierającym im możliwośc samodzielnego zbadania faktów. Takie perfidne i wręcz nieludzkie „zalecenia” wynikają ze strachu przed wolnością myślenia i działania „owieczek”. Dowodzą też, że w rzeczywistości wcale nie chodzi o grzeszników przeciw Prawu Bożemu, ponieważ Świadkowie Jehowy, z reguły miłujący Boga, w większości unikaliby (lub, jak to ujmuje książka, „ograniczyliby kontakt do niezbędnego minimum”) osób winnych faktycznych grzechów wymienionych przez apostoła Pawła dla własnej ochrony. Ponieważ Towarzystwo Strażnica jest w rzeczywistości „fałszywym prorokiem”, zaś wiele osób wykluczono z szeregów ŚJ za uświadamianie innym tego faktu, zawiadowcy organizacji, zamiast zmienić swoje postępowanie i przeprosić za liczne błędy, postanowili atakować mówiących prawdę o nich, eliminować takie odważne i szczere osoby ze społeczności, a następnie dla zachowania status quo zabraniać pozostającym w niewiedzy członkom zborów kontaktów z wyrzuconymi, okraszając to przypisaniem takich „zaleceń” Bogu. Opisany przez apostoła Jana w jego Trzecim Liście Diotrefes to naprawdę „płotka” wobec Towarzystwa Strażnica i jego Ciała Kierowniczego! 

Sprawiedliwość Boża a obłuda WTS

W artykule ze Strażnicy z 1.11.2012 r pt. „Czego Jehowa wymaga od ciebie” (artykuł ze stałęgo cyklu „Zbliż się do Boga”) podjęto próbę omówienia wersetu z Księgi Malachiasza 6:8:

On ci powiedział, ziemski człowieku, co jest dobre. I czego Jehowa wymaga od ciebie prócz tego, żebyś czynił zadość sprawiedliwości i miłował życzliwość oraz był skromny, chodząc ze swoim Bogiem?
Artykuł skierowany do tzw. „szerokich mas” ma za zadanie powiększyć grono czytelników, którzy mogą stać się potencjalnymi „zainteresowanymi”, a następnie Świadkami Jehowy. Toteż omówienie ww. wersetu tchnie słodyczą, kapiącą z ust (czy raczej z pióra) pisarza.
Np. na temat życzliwości pisze on: '

Czyń zadość sprawiedliwości'. Jak czytamy w pewnym dziele, hebrajskie słowo tłumaczone na sprawiedliwość odnosi się do „prawości w stosunkach społecznych”. Bóg pragnie, abyśmy traktowali innych w sposób prawy i szlachetny, kierując się przy tym Jego normami. Czynimy zadość sprawiedliwości, gdy w kontaktach z drugimi zdobywamy się na przykład na bezstronność i uczciwość (Kapłańska 19:15, Izajasza 1:17, Hebrajczyków 13:18). Jeżeli jesteśmy wobec ludzi sprawiedliwi, mogą się nam odwzajemnić tym samym (Mateusza 7:12).

Z oczywistych (dla wydawców Strażnicy) względów artykuł nic nie wspomina, jak ową „sprawiedliwość” zaleca się stosować w relacji z osobami wykluczonymi lub tymi, które odłączyły się od społeczności Świadków Jehowy. Czytelnicy owej „powszechnej” Strażnicy byliby zapewne zaskoczeni, gdyby wiedzieli, jak w książce pt. „Trwajcie w miłości Bożej” wydawcy owego czasopisma pojmują ową „prawość w stosunkach społecznych”. W dodatku zamieszczonym na str. 207-209 rzeczonej książki można przeczytać np.:

Jak powinniśmy odnosić się do wykluczonego? Biblia mówi, 'żeby przestać się zadawać z każdym, kto jest zwany bratem, a jest rozpustnikiem albo chciwcem, albo bałwochwalcą, albo człowiekiem rzucającym obelgi, albo pijakiem, albo zdziercą —żeby z takim nawet nie jadać' (1 Koryntian 5:11). O kimś, kto „nie pozostaje w nauce Chrystusa", czytamy: „Wcale go nie przyjmujcie do domu ani nie zwracajcie się do niego z pozdrowieniem. Bo kto się do niego zwraca z pozdrowieniem, ten jest współuczestnikiem jego niegodziwych uczynków" (2 Jana 9-11). A zatem nie utrzymujemy z wykluczonym żadnej więzi duchowej ani nie pozwalamy sobie na żadne kontakty towarzyskie. W Strażnicy numer 23 z 1981 roku na stronie 11 powiedziano: „Zwykłe ,dzień dobry' może być pierwszym stopniem, który prowadzi do rozmowy, a w końcu nawet do przyjaźni. Czy zależy nam na tym, żeby zrobić ten pierwszy krok ku wykluczonemu?".
Oto jak zaleca się ochrzczonym Świadkom Jehowy postępowanie w sposób „prawy i szlachetny”. Oto jak zaleca się im przejawianie „bezstronności i uczciwości”! Każe im się założyć, bez prawa osobistego zbadania faktów, iż każdy wykluczony lub odłączony jest na pewno winien albo grzechu (grzechów) wymienionego w 1 Liście do Koryntian 5:9-11, albo jest „antychrystem”, albo jednym i drugim. Jest też „zatwardziałym grzesznikiem”, jak o tym świadczy kolejna „rada” z publikacji – o ironio – „Trwajcie w miłości Bożej”:

Gdy bliski przyjaciel lub ktoś z rodziny zostaje usunięty ze społeczności jako zatwardziały grzesznik, bardzo to przeżywamy. Swoim stosunkiem do biblijnych wskazówek w tej sprawie możemy ujawnić głębię naszej miłości do Boga i lojalności wobec Jego postanowień.

„Prawa i szlachetna sprawiedliwość” Świadków Jehowy, którą opisuje listopadowa Strażnica, ma się zatem przejawić w całkowitym odrzuceniu i osądzeniu bliskiego niegdyś człowieka na podstawie nic nie mówiącego komunikatu w zborze, będącego skutkiem decyzji tajnego tzw. „komitetu sądowniczego”, składającego się z zazwyczaj nie mających pojęcia o sądzeniu starszych, na ogół słabo wykształconych i bezmyślnych „aparatczyków” systemu stworzonego przez WTS.
Co gorsza twierdzi się, jakoby taka „sprawiedliwość” pochodziła od samego Boga. Zaleca się też izolację członków najbliższej rodziny, np.:

(…) gdy wykluczony zostaje członek rodziny, który z nami nie mieszka. Sprawy rodzinne mogą sporadycznie wymagać nawiązania z taką osobą kontaktu, ale powinien się on sprowadzać do niezbędnego minimum.
Lojalni chrześcijanie nie wynajdują pretekstów, żeby móc przestawać z takim krewnym. Powodowani lojalnością wobec Jehowy i Jego organizacji, popierają biblijny sposób traktowania zatwardziałych grzeszników. Mają przy tym na względzie dobro danej osoby i w rezultacie mogą jej pomóc odnieść pożytek z otrzymanego skarcenia (Hebrajczyków 12:11).


Pisarze owego bezdusznego, haniebnego dodatku z książki „Trwajcie w miłości Bożej” w swoim zaślepieniu i lęku przed utratą wiernych na skutek kontaktu z myślącymi osobami, których organizacja WTS pozbywa się w postępie geometrycznym, zapomnieli całkiem o przypowieści Pana Jezusa o „synu marnotrawnym” (Ewangelia wg Łukasza 15:11-31). Bohater tej przypowieści faktycznie był winien wielu grzechów, a jednak jego ojciec, obrazujący samego Boga, czekał cierpliwie na niego, a gdy się opamiętał, przyjął go z powrotem. Nie uważał go za zatwardziałego grzesznika, jak to zapewne uczyniłby stosując dodatek z książki, gdyby wtedy istniała. Ów dodatek popada zresztą w sprzeczność, jako że rzeczywisty „zatwardziały grzesznik” nie jest już w stanie, jak to czytamy w książce, „odnieść pożytek z otrzymanego skarcenia”.

Utrwalanie błędnej opinii, jakoby takie „zalecenia”, jak te pochodzące z książki „Trwajcie w miłości Bożej”, były wyrazem Boskiej sprawiedliwości opisanej w Księdze Micheasza 6:8, jest gwałtem na umysłach i wolności czytelników, wykorzystującym ich ślepe zaufanie do rzekomego „kanału łączności” i odbierającym im możliwośc samodzielnego zbadania faktów. Takie perfidne i wręcz nieludzkie „zalecenia” wynikają ze strachu przed wolnością myślenia i działania „owieczek”. Dowodzą też, że w rzeczywistości wcale nie chodzi o grzeszników przeciw Prawu Bożemu, ponieważ Świadkowie Jehowy, z reguły miłujący Boga, w większości unikaliby osób (lub, jak to ujmuje książka, "ograniczyliby kontakt do niezbędnego minimum") winnych faktycznych grzechów wymienionych przez apostoła Pawła dla własnej ochrony. Ponieważ Towarzystwo Strażnica jest w rzeczywistości „fałszywym prorokiem”(co wykazałem tutaj), zaś wiele osób wykluczono z szeregów ŚJ za uświadamianie innym tego faktu, zawiadowcy organizacji, zamiast zmienić swoje postępowanie i przeprosić za liczne błędy, postanowili atakować mówiących prawdę o nich, eliminować takie odważne i szczere osoby ze społeczności, a następnie dla zachowania status quo zabraniać pozostającym w niewiedzy członkom zborów kontaktów z wyrzuconymi, okraszając to przypisaniem takich „zaleceń” Bogu.
Opisany przez apostoła Jana w jego Trzecim Liście Diotrefes to naprawdę „płotka” wobec Towarzystwa Strażnica i jego Ciała Kierowniczego!
"Człowiek zostaje przyjęty do kościoła za to w co wierzy, a wykluczony za to, co wie" - Mark Twain