Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obawa przed prawdą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obawa przed prawdą. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2016

Coraz większy rozziew

Po obejrzeniu 2-częściowego filmu WTS pt. „Bóg uczynił Go zarówno Panem, jak i Chrystusem” – filmu, który jest serwowany Świadkom Jehowy na całym świecie podczas tegorocznych kongresów letnich – nasunęły mi się pewne refleksje. Ogarnia mnie najzwyczajniej w świecie wściekłość! Dlaczego? Ano dlatego, że choć w filmie zdecydowanie zbyt często wkładane jest w usta bohaterów imię „Jehowa”, czy że odzywają się gdzieniegdzie slangowe, zabarwione doktryną sformułowania („pal męki”, nadzorca zboru itp.), to jednak – choć może nie każdy się z tym zgodzi – ma on wiele momentów wzruszających, szczególnie jeśli chodzi o sceny wskrzeszania zmarłych i nadzieję z tego płynącą dla osoby wierzącej. Co więc jest powodem do owego uczucia wściekłości, wspomnianego powyżej? Powodem jest potworny, pogłębiający się rozziew między wymową Ewangelii a obrazem organizacji. Powodem jest pustota – w świetle tego, co wyprawia WTS – nawoływań narratora filmu do tego, aby wzmacniać wiarę poprzez badanie dowodów i tym samym usuwanie wątpliwości i popadania w niezdrową rutynę. I chyba dobrze zdają sobie sprawę z owego rozziewu twórcy filmu, skoro – choć dwukrotnie ( na początku i na końcu) narrator zachęca widzów do „upewniania się, że Świadkowie Jehowy mają prawdę”, nie przedstawia na to twierdzenie żadnych dowodów, stosując jedynie typową WTS-owską manipulację, polegającą na zestawieniu dowodów na prawdziwość Mesjasza i chrystianizmu z I w. n.e. z „mającą prawdę” (bo tak mówimy i już!) religią ŚJ. Ogarnia mnie po raz kolejny – choć może już powinna być stonowana – złość na perfidię, manipulację i okłamywanie „owieczek”. Bo przecież przy dzisiejszym dostępie do informacji zachęcony przez narratora o imieniu Mesafer szczery świadek Jehowy szybko znajdzie dowody na coś wręcz przeciwnego, niż to, że „świadkowie Jehowy mają prawdę”. I co wtedy? Odpowiedź zapewne znają czytelnicy tego bloga.
Inną rzeczą jest śmieszność wypowiedzi owego Mesafera, który z poziomu I wieku n.e. ni stąd, ni zowąd używa nazwy „Świadkowie Jehowy”, przemawiając do Świadków w XXI wieku, choć ci dowiadują się z filmu – jako że organizacja niechętnie cytuje ów werset – że chrześcijanie mają być świadkami, ale... Jezusa (Dzieje Apostolskie 1:8). Cóż, to w końcu tylko drobiazg. Najważniejsze, aby widz wyszedł z kongresu zachęcony do dalszego wręczania ulotek, traktatów, czasopism i innych materiałów propagandowych organizacji. A całe to gadanie o ostracyzmie, pedofilii, fanatyzmie i bezduszności „aparatczyków” to wymysł odstępców, bo przecież „Świadkowie Jehowy mają prawdę”.  I już!


poniedziałek, 15 września 2014

Struś górą!

Obecnie słudzy Jehowy nieczęsto mają do czynienia z odstępstwem w zborze. Kiedy jednak zetkniemy się z niebiblijnymi naukami — bez względu na ich źródło — musimy stanowczo je odrzucić. Niemądrze byłoby wdawać się w dyskusje z odstępcami, czy to osobiście, czy przez komentowanie ich blogów, czy też komunikując się z nimi w jakikolwiek inny sposób. Taka rozmowa — nawet gdyby miała służyć udzieleniu pomocy danej osobie — byłaby sprzeczna z omawianą tutaj radą biblijną. Jako słudzy Jehowy bezwzględnie się wystrzegamy odstępstwa, czyli je odrzucamy.

Takimi oto „radami” – rzekomo opartymi na Biblii – karmiono Świadków Jehowy podczas zebrań w niedzielę, 14. 09. 2014 roku. 
(Cytowany fragment pochodzi ze Strażnicy z 15. 07. 2014 r., z artykułu pt. „Słudzy Jehowy wyrzekają się nieprawości”). Aż  cisną się na usta pytania postawione zgodnie z w/w zaleceniem, np.: 

Co mają zrobić Świadkowie, którzy zetknąwszy się z niebiblijnymi naukami Towarzystwa Strażnica (np. „nowe światło”, siedem czasów pogan, dwie klasy chrześcijan, polityka w sprawie transfuzji krwi, tajne „komitety sądownicze” itd.) zechcą je odrzucić – jak zaleca artykuł – „bez względu na ich źródło”?
Czyż nie powinni zaprzestać komunikowania się z WTS-owymi odstępcami i zaprzestać uczęszczania na organizowane przez nich zebrania?

Jak można rozpoznać, czy ktoś jest odstępcą, skoro nie można zamienić z nim ani jednego zdania, nawet gdyby miało to służyć udzieleniu pomocy danej osobie (jak nakazuje artykuł)? 

Uczeń Juda zalecał całkiem inny sposób nabycia rozeznania.
Czytamy w 22 i 23 wersecie jego listu (NW): 

Wciąż też okazujcie miłosierdzie tym, którzy mają wątpliwości; wybawiajcie ich, wyrywając z ognia. Drugim zaś okazujcie miłosierdzie, czyniąc to z bojaźnią i nienawidząc nawet spodniej szaty zbrukanej przez ciało. 

Zaś Jakub, w rozdziale 5, wierszu 19 i 20 pisze (NW):

Bracia moi, jeśli ktoś wśród was zostanie odciągnięty od prawdy, a drugi go zawróci, wiedzcie, że kto zawróci grzesznika z błędu jego drogi, ten wybawi Jego duszę od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów. 

Z powyżej cytowanych wersetów jasno wynika KONIECZNOŚĆ osobistego kontaktu z „podejrzanym” o odstępstwo celem nabycia rozeznania i – jeśli to możliwe – udzielenia mu pomocy, której to pomocy zabrania udzielać swoim potulnym poddanym WTS. 

Bojący się otwarcia oczu „owieczkom” na tożsamość FAKTYCZNYCH  odstępców, ci ostatni gubią się i całkowicie tracą resztki logiki w swoich wywodach pod wpływem lęku przed ujawnieniem, pisząc – przypomnijmy jeszcze raz – „słudzy Jehowy nieczęsto mają do czynienia z odstępcami w zborze” (pogr. moje). „Nieczęsto” – ale jednak mają!To dopiero historia! Teraz potulny Świadek na problem z przestawaniem nawet ze współwyznawcami, bo nie wie który z nich może być odstępcą, a nie może się dowiedzieć, ponieważ nie wolno mu się z odstępcami komunikować! Jak ma zatem ich rozpoznać? O ile zgodnie z zamieszczonym w artykule obrazkiem „odstępcę” spoza zboru można rozpoznać po groźnej minie, braku krawata (w wypadku mężczyzn, oczywiście) i dzierżonym w dłoni transparencie, o tyle odstępcę zborowego trudniej zidentyfikować, ponieważ na jego twarzy najprawdopodobniej gości dyżurny uśmiech, posiada krawat, zaś w dłoni trzyma bieżący numer Strażnicy.

Struś górą! W razie niebezpieczeństwa (czytaj: kontaktu z tzw. „odstępcą”) ma do wyboru: albo skorzystać ze swojego słynnego szybkiego biegu i uciec od argumentów, lub też nie słyszeć ich chowając głowę w piasek. Życzymy WTS-owi jak najwięcej „strusiów”. Ptaszysko może niezbyt przymilne i trochę mało rozgarnięte, ale jakże potrzebne!  

czwartek, 26 czerwca 2014

38 milionom Polaków grozi Gehenna!

W niedzielę 19.05.2013 roku w zborach Świadków Jehowy odtwarzano trzy przemówienia (w języku angielskim, z tłumaczeniem na polski) tzw. "ważnych braci", w tym nasłanego na Nadarzyn w ubiegłym roku aż z dalekiej Australii Anthony Morrisa. Nuda, która wyzierała z owych wykładów, nie byłaby może warta skomentowania, gdyby nie kilka nadal z powodzeniem stosowanych chwytów, mających utrzymać fan-club WTS w ślepym posłuszeństwie i fałszywym poczuciu bezpieczeństwa. Nie brakło więc powtarzanych od lat komunałów typu "żyjemy w raju duchowym"; "mamy cudowny pokarm duchowy" itp. Szef polskiego oddziału korporacji (może wypadałoby już nauczyć się trochę polskiego...) przedstawił kuriozalne omówienie 35 rozdziału księgi Izajasza, w którym "gościniec" z tego rozdziału, po którym kroczą oczywiście tylko Świadkowie (choć mają uważać, aby z niego nie zbaczać!) przeciwstawił "reszcie świata" kroczącego po jałowej pustyni. W tym kontekście zalecił wzmożenie działalności głoszenia, jako że w przeciwnym wypadku 38 milionów Polaków może trafić do Gehenny! Mają oni jednak szansę przyjść na zebranie do Sali Królestwa, które to sale jednak muszą w związku tym być większe niż dotychczas, aby owe miliony miały gdzie się pomieścić. Toteż mimo spadku zborów o ok. 400, obwodów o 23 i okręgów o 2, odnotowano w Polsce nowe najwyższe we wszystkich obszarach działalności. Jest dobrze, będzie lepiej - jak mówiono w PRL-u.
Drugi z mówców, z Kanady, obwieścił na podstawie 5 rozdziału Ewangelii wg Łukasza, że zarzucenie przez Piotra i jego przyjaciół sieci na polecenie Jezusa, mimo poprzedniego niepowodzenia połowów, było usłuchaniem obcego dla nich człowieka (sic!) Mówca "zapomniał", że po drodze Jezus uzdrowił teściową Piotra i wiele innych osób, wypędził demona i dokonał innych cudów (o czym można przecież przeczytać w 4 rozdziale tej samej Ewangelii), a także o tym, że apostoł Piotr zwracał się do tego rzekomo "obcego człowieka" słowem "Mistrzu".
Jakiemu celowi miało służyć to ewidentne, typowe dla strażnicowych krętaczy,  przekręcenie Słowa Bożego? Otóż mówca "wyjaśnił", że tak jak apostołowie posłuchali "obcego" dla nich Jezusa, tak świadkowie Jehowy mają stosować się do wskazówek rzeczywiście obcego dla nich Ciała Kierowniczego. Tę "rajską" retorykę nagrodzono gromkimi brawami. Wobec tak "powalających" argumentów szkoda nawet wspomnieć o "stałych fragmentach gry", które również wystąpiły w tym "cudownym" przemówieniu, takim jak poniżanie wyższego wykształcenia i stawianie go w wymyślonej przez Brooklyn opozycji do "wiedzy o Jehowie", czy przedstawianie rezygnacji apostoła Pawła z wysokiej pozycji w religijnej hierarchii jako synonimu rezygnacji z dzisiejszego wykształcenia uniwersyteckiego.
W trzecim przemówieniu jeszcze jeden gość z zagranicy skoncentrował się na wywodach o "skarbach", omawiając werset z Ewangelii Łukasza 12:34 i jemu pokrewne. I tu nie zabrakło kuriozalnych wniosków, np. przeciwstawiano wielokrotnie "wiedzę o Jehowie" wiedzy naukowej, jak gdyby przedmiot jej badań dotyczący np. praw fizyki, natury czy struktury Kosmosu itd. był czymś abstrakcyjnym. Mówca znów "zapomniał", że apostoł Paweł w 1-szym rozdziale Listu do Rzymian, wersetach 19 i 20 napisał o tych, którzy zajmują się badaniem dzieł stwórczych (BT):

To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy.

To, co ktoś czyni z wiedzą o Bogu, to zupełnie inny temat. W następnych wersetach (21 i 22) można przeczytać:

Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi.

Jest szereg ludzi nauki, którzy wierzą w Boga i inni, którzy w Niego nie wierzą. Ale to nie zmienia faktu, że dopóki uczciwie podchodzą do swoich badań i ich rezultatów, zajmują się wiedzą o Bogu!


Podobnie jest wielu ludzi, którzy zajmują się studiowaniem Pisma Świętego, choć nie u wszystkich prowadzi to do wiary. Póki to jednak czynią, zajmują się wiedzą o Bogu, przynajmniej patrząc na to z punktu widzenia człowieka wierzącego, za jakich przecież uważają się Świadkowie Jehowy! Czemu więc maja służyć pokrętne wywody przedstawiane w wykładzie? Oczywiście zniechęcaniu do poszerzania wykształcenia. Lęk przywódców WTS przed myślącymi członkami społeczności najwyraźniej się nasila. Jak widać po niedzielnych przemówieniach zawiadowcy ci nie mają nic ciekawego do zaoferowania słuchaczom i czytelnikom. Zamiast wnikliwego i uczciwego badania Prawdy i przyznania innym prawa do wyciągania wniosków niekoniecznie identycznych ze strażnicowymi, przywódcy ciągle stosują wypróbowane metody wzbudzania u swoich fanów wyrzutów sumienia przez dawanie im do zrozumienia, że ciągle czynią zbyt mało "dla Jehowy", okraszając te "zachęty" propagandą sukcesu i mrzonkami o "raju duchowym" i jedynie słusznej "organizacji Bożej".

środa, 25 czerwca 2014

Sekciarska "Skrzynka pytań"

                                                    Skrzynka pytań
Czy niewolnik wierny i roz­tropny" popiera tworzenie nieza­leżnych grup Świadków Jehowy spotykających się w celu zgłębia­nia zagadnień biblijnych lub to­czenia dyskusji na takie tematy? (Mat. 24:45,47).
Nie, klasa „niewolnika" nie zachęca do tego typu działań. Mimo to w różnych częściach świata nieliczne osoby identyfi­kujące się z naszą organizacją tworzą grupki, które na własną rękę zajmują się roztrząsaniem zagadnień biblijnych. Jedni gru­powo studiują hebrajszczyznę i grekę z myślą o analizie dokład­ności Przekładu Nowego Świa­ta. Inni zgłębiają zagadnienia naukowe związane z Biblią. W ce­lu wymiany poglądów i prowa­dzenia dyskusji osoby takie za­kładają strony internetowe oraz czaty. Organizują też konferen­cje i wydają publikacje, w któ­rych przedstawiają rezultaty swoich badań, aby uzupełnić in­formacje przekazywane podczas chrześcijańskich zebrań i na ła­mach naszej literatury.
Lud Jehowy na całej ziemi otrzymuje pod dostatkiem pouczeń i zachęt na zebraniach zborowych, zgromadzeniach, kongresach oraz w publika­cjach wydawanych przez organi­zacje Bożą. Jehowa za pośred­nictwem swego świętego ducha oraz Słowa prawdy dostarcza swoim sługom wszystkiego, cze­go potrzebują, by byli „stosow­nie zjednoczeni, mając ten sam umysł i ten sam tok myśli", oraz by pozostawali „ustaleni w wie­rze" (l Kor. 1:10; Koi. 2:6, 7). Jes­teśmy bardzo wdzięczni Jehowie za wszystko, co dla nas czyni w tych dniach ostatnich. Dlate­go „niewolnik wierny i roztrop­ny" nie popiera publikacji, spot­kań czy stron internetowych, które nie są tworzone lub or­ganizowane pod jego nadzorem (Mat. 24:45-47).
To godne pochwały, gdy po­szczególne jednostki pragną ko­rzystać z umiejętności myślenia, by wspierać dzieło głoszenia do­brej nowiny. Jednak żadne oso­biste przedsięwzięcia nie powin­ny odwracać naszej uwagi od tego, co Jezus Chrystus czy­ni dziś za pośrednictwem swego ziemskiego zboru. W I wieku n.e. apostoł Paweł przestrzegał przed angażowaniem się w wyczerpu­jące, czasochłonne badanie różnych spraw, miedzy innymi rodowodów, które prowadzą do­nikąd, a które raczej powo­dują powstawanie pytań wy­wołujących dociekania, zamiast sprzyjać udzielaniu czegoś przez Boga w związku z wiarą" (l Tym. 1:3-7). Wszyscy chrześcijanie starają się stronić „od głupich dociekań i rodowodów, i waśni, i walk dotyczących Prawa, są bo­wiem nieużyteczne i daremne" (Tyt. 3:9).
Tym, którzy chcieliby dodat­kowo poszerzyć zakres osobis­tego studium Biblii, polecamy leksykon Wnikliwe poznawanie Pism, książkę „Cale Pismo jest natchnione przez Boga i poży­teczne" oraz inne nasze publi­kacje— na przykład omawiają­ce proroctwa Daniela i Izajasza oraz Księgę Objawienia. Moż­na tam znaleźć wiele materiałów pomocnych w studiowaniu Bib­lii, dzięki którym będziemy 'na­pełnieni dokładnym poznaniem woli Boga we wszelkiej mądrości i w duchowym pojmowaniu, tak byśmy chodzili w sposób god­ny Jehowy, aby mu się w peł­ni podobać, dalej wydając owoc we wszelkim dobrym dziele oraz wzrastając w dokładnym pozna­niu Boga' (Kol. 1:9, 10).



Ta pochodząca z wrześniowej NSK „Skrzynka pytań” wyraźnie niestety ujawnia, w jakim kierunku – i to milowymi krokami – zmierza organizacja.
W lipcowej NSK ostrzegała po raz kolejny przed korzystanie z Internetu, w którym roi się od zamaskowanych osobników, pedofilów i – oczywiście – odstępców. Ponieważ organizacja traktuje Świadków Jehowy jak małe dzieci, które są pozbawione umiejętności rozeznania, więc lepiej, aby w ogóle nie korzystali z Internetu, chyba że ze strony watchtower.org (co jednak, gdy ktoś w dobrej wierze wpisze po kropce pl?!). Ale okazuje się, że prawdziwe niebezpieczeństwo czai się wśród samych członków organizacji. Wprawdzie zezwala im ona na spotykanie się, ale biada im, gdyby rozmowa zeszła na tematy biblijne. Wszak „lud Jehowy na całej ziemi otrzymuje pod dostatkiem pouczeń i zachęt na zebraniach zborowych, zgromadzeniach, kongresach oraz w publikacjach wydawanych przez organizację Bożą” (..) Dlatego „niewolnik wierny            i roztropny" nie popiera publikacji, spotkań czy stron internetowych, które nie są tworzone lub organizowane pod jego nadzorem (Mat. 24:45-47).
Ale dlaczego „niewolnik” nie popiera takich działań? Otóż okazuje się,       że niektórzy studiują hebrajszczyznę i grekę z myślą o analizie dokładności Przekładu Nowego Świata. Inni zgłębiają zagadnienia naukowe związane    z Biblią. W celu wymiany poglądów i prowadzenia dyskusji osoby takie zakładają strony internetowe oraz czaty. Organizują też konferencje i wydają publikacje, w których przedstawiają rezultaty swoich badań.

Tu was boli, drodzy przedstawiciele „organizacji Bożej”! Przecież przy braku znajomości oryginalnych języków Biblii i gloryfikacji braku wykształcenia nie jest możliwe wydanie naprawdę dobrego przekładu. A ci, którzy zgłębią „hebrajszczyznę i grekę” rychło dostrzegą błędy przekładu NŚ. Ci zas którzy „zgłębiają zagadnienia naukowe związane z Biblią”, przekonają się rychło, że np. chronologia Towarzystwa nijak nie zgadza się ani z Biblią, ani z historią, a służy jedynie doktrynie pozwalającej „niewolnikowi” przypisywać sobie status, którego nie posiada.
Pycha i samozadowolenie wydawców literatury skłania ich do zalecenia, aby ci, „którzy chcieliby dodatkowo poszerzyć zakres osobistego studium Biblii”, czytali w tym celu publikacje Towarzystwa. Aż trudno uwierzyć, aby autorzy podobnych „rad” byli nieświadomi faktu, że to właśnie ich publikacje, w których roi się od błędów (z książką Objawienie na czele), ich stagnacja i uparte trzymanie się skompromitowanych doktryn powodują, że myślący Świadkowie Jehowy czuja potrzebę spotykania się na bazie prawdziwej wolności chrześcijańskiej. Podane w artykule wersety zupełnie nie pasują do zaistniałej sytuacji, jako że raczej nikt nie rozmawia o „rodowodach” czy też nie prowadzi „walk dotyczących Prawa”. Na wszelki wypadek jednak pisarz artykułu z NSK zrównał potępionych przez organizację dyskutantów z prowadzącymi „głupie dociekania”, posługując się dla wzmocnienia swoich wywodów Listem do Tytusa. Skostniali w myśleniu przywódcy Towarzystwa w obawie o swoją najwyraźniej coraz bardziej chwiejącą się pozycję próbują „zawracać Wisłę kijem”, niepomni tego, czego uczy historia religii o podobnych przypadkach.
Jezus powiedział: „Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mat. 18:20, BW).  Czy widać w tych słowach jakąś aluzję do nadzorującego owo „zgromadzenie” „niewolnika”?     

Nie gorsz innych mówieniem prawdy - bądź "budujący"

Dlatego słuchajcie słowa Pana, wy szydercy, panujący nad tym ludem, który jest w Jeruzalemie! Ponieważ mówicie: Zawarliśmy przymierze ze śmiercią i z krainą umarłych mamy umowę, więc gdy nadejdzie klęska potopu, nie dosięgnie nas, gdyż kłamstwo uczyniliśmy naszym schronieniem i ukryliśmy się pod fałszem (Księga Izajasza 28:14, 15, BW).

Gdyż jest to lud przekorny, synowie zakłamani, synowie, którzy nie chcą słuchać zakonu Pana, którzy mówią do jasnowidzów: Nie miejsce widzeń! a do wieszczów: Nie wieszczcie nam prawdy! Mówcie nam raczej słowa przyjemne, wieszczcie rzeczy złudne! (Księga Izajasza 30:9, 10, BW).

Ci, którzy maja odwagę rozmawiać ze swoimi (jeszcze) współwyznawcami o problemach dotyczących społeczności ŚJ, spotykają się natychmiast z zarzutem, jakoby  byli nazbyt krytyczni, a za mało „budujący”. Jak się jednak mają te „zarzuty” do pierwowzorów biblijnych? Czyż działalność mężów wiary opisanych w Biblii (z Synem Bożym na czele) nie polegała zawsze na krytyce tego, co niewłaściwe, a nie na chwaleniu tych, którzy wystarczająco wychwalali samych siebie? Dlaczego? Ponieważ zależało im na „wyprostowaniu tego, co krzywe”, a nie na podtrzymywaniu dobrego samopoczucia u sprawców owego wykrzywiania. Myślę, że najlepiej oddają to słowa „Gorliwość o dom Twój pożera mnie” (Psalm 69:10, Ew. Jana 2:17). Widząc oczywiście to co dobre, słudzy Boga boleli nad tym, co złe i ten właśnie ból leżał u podstaw ich działania. Coraz więcej szczerych osób jest  najdelikatniej rzecz ujmując – rozczarowanych istniejącym (i pogarszającym się w zawrotnym tempie) stanem rzeczy (a nic nie wskazuje na szansę pozytywnych zmian, wręcz przeciwnie). Samouwielbienie wyrażane przez autorów artykułów made in WTS, ich mocodawców i tych, którzy mają ochotę czcić tego współczesnego „złotego cielca” zdaje się przekraczać resztki granic przyzwoitości. I nic tu nie pomogą artykuły (skądinąd ciekawe) o pszczółkach, kwiatkach i motylkach z Przebudźcie się!
Na dzień dzisiejszy najbardziej budujące jest to, że rośnie liczba osób dostrzegających obłudę i dwulicowość WTS-u. Dzięki witrynom takim jak ta mają poczucie wspólnoty z myślącymi podobnie współbraćmi, choć często z różnych przyczyn ich stan w organizacji (a raczej, precyzyjnie rzecz ujmując, w społeczności) jest określany mianem „nieczynny”, a wielu z nich z różnych względów nie uczęszcza na zebrania, które już dawno przestały spełniać kryteria zanotowane w Liście do Hebrajczyków 10:24,25 (o ile kiedykolwiek je spełniały...), będąc raczej zniechęcające niż „zachęcające” na skutek sposobu ich prowadzenia oraz braku możliwości wyrażenia zdania innego niż zgodne z cytowanymi akapitami.

Chwalenie organizacji w jej obecnym stanie nie służy niczemu dobremu, co najwyżej jest „wodą na młyn” dla tych, którzy twierdzą, że „nie jest tak źle”. Tymczasem – JEST BARDZO ŹLE! 

Nieco inny "Rejs" made in WTS




Pętla zamordyzmu się zaciska

Pisałem o tym już tutaj kilka lat temu. Kiedy okazało się, że tzw. podówczas "klasa niewolnika" „nie zaleca” (czytaj: będzie ostro tępić rękami służalczych starszych i donosicieli będących na ich usługach) tworzenia, cyt. „niezależnych grup Świadków Jehowy spotykających się w celu zgłębiania zagadnień biblijnych lub tworzenia dyskusji na takie tematy”, wiadomo było, że paniczny lęk ogarnął przywódców WTS. Zlikwidowano też z tego powodu ostatni bastion wolności w postaci tzw. studium książki. Gościnni gospodarze tych zebrań często oferowali uczestnikom poczęstunek, podczas którego w swobodnej atmosferze dyskutowano, o zgrozo, na tematy biblijne! Wynik tych dyskusji, jak łatwo się domyślić, prowadził często do zgoła innych wniosków niż te, które miały wynikać z tzw. „literatury biblijnej”. Lecz wszystkie te zabiegi zamordystycznych przywódców WTS, jak widać okazują się daremne. Swiadczy o tym najnowszy list do starszych od anonimowego, niezarejestrowanego i nadal działającego całkowicie nielegalnie tzw. Chrześcijańskiego Zboru Świadków Jehowy. Jest do kolejny zamach speców WTS od zamordyzmu na wolność chrześcijańską. Świadczy o tym cały list, którego kwintesencją jest nastepujące zdanie:

Tworzenie prywatnych grup wspólnego studium Biblii nie jest zalecane przez organizację i prosimy o zaprzestanie tej praktyki.




Z listu wynika jednak, że chodzi nie tyle o studium Biblii, co o nazywane tak od lat dla niepoznaki studium Strażnicy. Ma być ona studiowana tylko w zborze, tylko pod kierownictwem starszych i tylko w „czasie słusznym”, tj. w czasie zebrania. Jeśli ktoś chce jednak wcześniej mieć do czynienia z artykułami do studium, wolno mu to czynić tylko indywidualnie, ewentualnie w gronie rodziny, czasami z łaskawym dodatkiem jakiegoś pioniera lub rodziny niepełnej.
Twierdzący wielokrotnie przywódcy WTS, że ich „pokarm duchowy” pochodzi od Jehowy, popadli w nie lada kłopoty. Jakże można ograniczać ludziom czas i miejsce dostepu do Ducha Bożego, który ponoć kieruje organizacją ŚJ? Dlaczegóż to poszczególni Świadkowie nie mieliby dyskutować w dowolnym miejscu i czasie na temat „jedynie słusznych prawd”, które zawieraja artykuły do studium i w ten sposób budować się wzajemnie? Ponadto cóż złego jest w umiarkowanym spożyciu alkoholu i tańcach, które wieńczą wysiłek umysłowy dyskutantów owych niezależnych grup, usiłujących pojąć coś, co często jest nie do pojęcia w artykułach Strażnicy? (Oczywiście tego przywódcy WTS wolą nie brać pod uwagę).
Organizacja nadzorowana przez Towarzystwo Strażnica od dawna tępi jakiekolwiek przejawy wolności i samodzielności, ponieważ rozwój tych przymiotów nieuchronnie doprowadzi do upadku tego skostniałego, wyjaławiającego z człowieczeństwa systemu. Żadne zakazy i nakazy nic tu nie pomogą. Najwyraźniej strumień wolności płynie coraz szerszym i bardziej rwącym nurtem. Czekam zatem na powódź!

Zadaj im kilka prostych pytań

Jeżeli chcesz pomóc Świadkowi Jehowy dostrzec absurdalność polityki WTS-u w sprawie krwi, zapytaj go:

Pytanie nr 1:
Czy zgodziłbyś się oddać krew na frakcje, których przyjęcie wg WTS-u jest "sprawą sumienia"
(w tym miejscu nie poruszamy oczywistego faktu, że WSZYSTKO, co czyni człowiek, jest sprawą sumienia; dokonany przez Towarzystwo Strażnica kompletnie nieprofesjonalny "podział" krwi na zabronione składniki "główne" i "dozwolone" frakcje traktuje o tym, że jedynie te drugie są "sprawą sumienia")?
99 procent Świadków po zadaniu powyższego pytania odpowie z oburzeniem: - NIE!

Pytanie nr 2:
A gdybyś wiedział, że oddana przez ciebie krew posłuży do wyizolowania frakcji dla potrzebujących je przyjąć twoich braci, czy nie zmieniłbyś zdania?
I znów większość zapytanych fanów WTS-u odpowie: - NIE!

Pytanie nr 3:
Skąd więc pochodzą frakcje, które Świadkowie, którym sumienie na to pozwala, przyjmują?
- Od ludzi ze świata!

Pytanie nr 4:
Czy chciałbyś, aby wszyscy ludzie zostali Świadkami Jehowy?
- TAK!

Pytanie nr 5:
Czy nie byłoby zatem bezpieczniej zaprzestać głoszenia?
 - ???

Pytanie nr 6:
Jeśli wszyscy lidzie zostaliby Świadkami, skąd wzięłaby się krew na frakcje?
- ...

Pytanie nr 7 (ostatnie):
Czy znasz Ewangelię wg Mateusza 7:12? Napisano tam: Dlatego wszystko, co chcecie, żeby ludzie wam czynili, wy też im podobnie czyńcie. (NW)
Jeżeli więc w krytycznej sytuacji życiowej lub w razie konieczności przed, podczas lub po operacji (zabiegu) przyjąłbyś frakcje z cudzej krwi, dlaczego nie chcesz po prostu odwdzięczyć się ofiarodawcom i oddać krew w celu wyizolowania frakcji, TAK JAK ONI ZROBILI TO DLA CIEBIE???

Może choć u części wyznawców WTS-u obudzi się myślenie i po tej serii pytań zaczną się zastanawiać, jak to możliwe, aby w religii prawdziwej królował egoizm, brak miłości, bezmyślność i automatyzm zamiast człowieczeństwa. Może zobaczą, że te cechy "wyłażą na wierzch" podczas skrupulatnego wniknięcia w wiele innych zagadnień (zob. np. trafne spostrzeżenia zawarte tutaj).

Dla tzw. "zainteresowanych" - oprócz powyższych - mam jeszcze dodatkowe pytania. Szczerość w odpowiedzi na nie, na którą - dla własnego dobra - powinni się zdobyć, może i powinna ich uchronić przed popełnieniem życiowego błędu.

Pytanie nr 1:
Czy podczas studium, które prowadzi z tobą "głosiciel" zdarzyło ci się dostrzegać nielogiczności w omawianej publikacji i krytykować je otwarcie?

W tym wypadku możemy mieć do czynienia z co najmniej dwoma kategoriami odpowiedzi. Pierwsza
to zaprzeczenie ze strony "zainteresowanego", być może połączone z gorącym zapewnieniem, że w omawianym podczas studium materiale nie ma żadnych nielogiczności ani błędów. Taki "zainteresowany" to skarb dla WTS-u i jego fanów i ze zrozumiałych względów kończymy w tym miejscu kontakt z nim.

Jednak może się zdarzyć - i coraz częściej się zdarza - że na zadane powyżej pytanie otrzymamy odpowiedź twierdzącą. Wtedy kolej na zadanie jeszcze kilku pytań:

Pytanie nr 2:
Jaka jest wtedy reakcja głosiciela?
Tu mogą paść różne odpowiedzi. Dowiemy się, że np. głosiciel bardzo się zdenerwował (zjawisko b. częste), lub że próbował to wyjaśnić tzw. teorią (?) "nowego światła" polegającą na kompletnie błędnej interpretacji Księgi Przypowieści 4:18 (zjawisko częste; tu w zależności od zdolności pojmowania rozmówcy można krótko wyjaśnić, jak "nauka" ta służy organizacji WTS do maskowania faktu bycia "fałszywym prorokiem"). Może paść ze strony "zainteresowanego" również odpowiedź, że głosiciel oznajmił, iż skontaktuje go ze starszym zboru, który mu "wszystko wytłumaczy" (zjawisko o średniej częstotliwości), w końcu bywa, że głosiciel - choć prywatnie - przyznał racje "zainteresowanemu" (zjawisko rzadkie, unikatowe). W każdym z tych wypadków jednak czas na

Pytanie nr 3:
Za co Świadkowie Jehowy wykluczają ze swoich szeregów?
Na ogół "zainteresowany" powoła się tu m.in. na 5 rozdział Pierwszego Listu do Koryntian i odpowie, że - wykluczani są nie okazujący skruchy złodzieje, rozpustnicy, pijacy, oszuści itd.

Pytanie nr 4:
Czy gdy otwarcie krytykowałeś niektóre "nauki" WTS-u, spotkały cie jakieś represje?
- Raczej nie.

Pytanie nr 5:
A czy wiesz, że jeśli zostaniesz ochrzczony jako Świadek Jehowy i odważysz się krytycznie wyrażać na temat tych i innych błędów, tak jak to czynisz w obecnej chwili, i nie zaprzestaniesz myśleć, zostaniesz WYKLUCZONY I POTRAKTOWANY JAK PRZESTĘPCA I WYRZUTEK SPOŁECZEŃSTWA, a nikt ze Świadków nie powie ci nawet "dzień dobry"?
 - ??????

Zbliża się kolejna rocznica męczeńskiej śmierci naszego Pana w dniu 14 Nisan 33 roku n.e.
Choć Jezus na uroczystość Ostatniej Wieczerzy zaprosił jedynie najbliższych uczniów, WTS kompletnie niezgodnie z tym przykładem danym przez Mistrza, każe swoim poddanym zapraszać kogo popadnie. Lecz dzięki temu od samego początku osoby myślące mogą dostrzec, że nawet w tej świętej sprawie "coś tu nie gra" (zob. "Sprawa Pamiątki").

Stare porzekadło głosi: "Kto pyta, nie błądzi". Jednak WTS i jego gorliwi zwolennicy zamienili je na 
podobne, jeśli chodzi o ilość sylab, ale kompletnie różne, jeśli chodzi o sens, a mianowicie:
"Kto pyta, jest groźny".

WYBÓR NALEŻY DO CIEBIE!

Biada wspaniałej koronie pijaków Efraima i więdnącemu kwieciu jego pięknej ozdoby na głowie żyznej doliny odurzonych winem! Oto Jehowa ma kogoś silnego i energicznego. Jak burza gradowa, niszczycielska burza, jak burza niosąca potężne, zalewające wody, z całej siły rzuci on na ziemię. Nogami podeptane zostaną wspaniałe korony pijaków Efraima. A więdnący kwiat jego pięknej ozdoby na głowie żyznej doliny będzie niczym wczesna figa przed nadejściem lata, którą widzący, ujrzawszy, połyka, gdy jeszcze ją ma w dłoni. W owym dniu Jehowa Zastępów stanie się zdobną koroną i pięknym wieńcem dla pozostałych ze swego ludu oraz duchem sprawiedliwości dla zasiadającego w sądzie i potęgą dla odpierających bitwę od bramy. I również ci błądzą pod wpływem wina, i błąkają się pod wpływem odurzającego napoju, Kapłan i prorok błądzą z powodu odurzającego napoju, wpadają w oszołomienie pod wpływem wina, błąkają się pod wpływem odurzającego napoju; błądzą w swoim widzeniu, zataczają się w swym rozstrzyganiu. Całe stoły bowiem są pełne plugawych wymiocin - nie ma miejsca, gdzie by ich nie było. Kogóż to będzie się uczyć poznania i komuż udzielać zrozumienia tego, co usłyszano? Czy odstawionym od mleka, odsuniętym od piersi? Jest bowiem "nakaz za nakazem, nakaz za nakazem, sznur mierniczy za sznurem mierniczym, sznur mierniczy za sznurem mierniczym, trochę tu, trochę tam". Gdyż za pośrednictwem tych, którzy bełkoczą swymi wargami, a także innym językiem będzie mówił do tego ludu, do tych, którym rzekł: "Oto miejsce odpoczynku. Zapewnijcie odpoczynek znużonemu. I oto miejsce wytchnienia"- lecz którzy nie chcieli słuchać, I dla nich słowo Jehowy stanie się "nakazem za nakazem, nakazem za nakazem, sznurem mierniczym za sznurem mierniczym, sznurem mierniczym za sznurem mierniczym, trochę tu, trochę tam", żeby szli i upadli na wznak i żeby zostali złamani i usidleni, i złapani.
Biada synom upartym - brzmi wypowiedź Jehowy - tym, którzy są skłonni wykonać zamiar, ale nie mój, i wylać napój ofiarny, ale nie z moim duchem, żeby dodawać grzech do grzechu.

Księga Izajasza 28:1-13, 30:1 (NW)

środa, 18 czerwca 2014

Jak oni to zrobili???

Odnowiłem niedawno po wieku latach mailowy kontakt ze znajomym sprzed lat. Zapamiętałem go jako osobę myślącą, nie przyjmującą ślepo wykładni i interpretacji „kanału łączności”. Przedstawiłem więc w mailu kilka zagadnień dotyczących m.in. niebiblijnego pochodzenia łotrowskich „komitetów sądowniczych”, powiązania WTS z ONZ, hańby ukrywania i tuszowania przez przywódców licznych przypadków pedofilii i molestowania seksualnego nieletnich oraz kilka innych zagadnień, oszczędzając jednak adresatowi maila zbyt wielu szczegółów, chociażby ze względu na długi brak kontaktu.
Całość zakończyłem zachętą do zbadania własnej religii (skąd my to znamy!?) oraz podsumowaniem z którego wynikało, że daremnie dziś oczekiwać istnienia nieskażonej, „prawdziwej” religii, co wynika chociażby z przypowieści Jezusa o pszenicy i chwastach, a którą to przypowieść WTS, aby uniknąć niewygodnej dla siebie konkluzji, zinterpretowało w kuriozalny sposób (zob.  

Odpowiedź, jaką otrzymałem od adresata maila potwierdziła moje najgorsze obawy.
Mimo deklaracji o „otwartości” w mailu zwrotnym padły słowa o tym, że Internet to „ściek”  (jednak WTS też tam istnieje, więc co jest!?), znalazło się też tam porównanie odejścia Adama i Ewy od Boga do odejścia od organizacji, sugestia niepublikowania „wewnętrznych” problemów podparta zupełnie błędnym skojarzeniem z 6 rozdziałem 1 Listu do Koryntian, zarzut hańbienia Imienia Bożego, wreszcie oskarżenie o szerzenie podziałów i sianie zgorszenia, przeświadczenie o tym, że organizacja WTS to „arka”, a w końcu komunały o „kalaniu własnego gniazda” i „kąsaniu ręki która nas wykarmiła” itd.

RĘCE OPADAJĄ!

Jak oni to zrobili??? Jak to możliwe, ze WTS wychowało sobie tysiące, może nawet miliony, wiernopoddańczych apologetów? Jak to możliwe, że mimo szemranego fundamentu organizacji, fałszywych proroctw, zakłamanej polityki w sprawie krwi, złamania neutralności i siania nienawiści do myślących inaczej niż zezwala na to WTS – nadal – pozornie myślący – świadkowie posługują się w argumentacji organizacyjnym slangiem wpojonym im na zebraniach, przez co rozmowa z nimi staje się jeszcze trudniejsza niż z najbardziej zatwardziałymi członkami innych wyznań?
Odpowiedź jest stosunkowo prosta: to właśnie tysiące godzin zebrań, zgromadzeń, konwencji, kongresów itp. powodują wtłoczenie do głów większości słuchaczy sterty bezużytecznych schematów, jednak niezwykle użytecznych dla przywódców organizacji.
Nie spodziewajmy się spadku liczby apologetów. Jedyne, co można uczynić, to krok po kroku leczyć z organizacyjnego amoku tych, którzy pragną uzdrowienia. Innym pomóc się nie da – przynajmniej na razie. 

wtorek, 17 czerwca 2014

Kije-samobije

Strażnicy z 15 lipca 2011 roku pisarze Towarzystwa Strażnica przeszli samych siebie. W artykule pod tytułem „Czy usłuchasz wyraźnych ostrzeżeń Jehowy?” z dodanym dla wzmocnienia siły „biblijnej” argumentacji tekstem z Księgi Izajasza 30:21 –  „To jest ta droga. Chodźcie nią” - publikują pod szyldem Boga własne, znane i wielokrotnie powtarzane zalecenia dotyczące unikania tzw. „odstępców”. Oczywiście największym zagrożeniem dla czystości zboru chrześcijańskiego nie jest wcale ani niemoralność, ani skłonność do kradzieży (czytaj: kleptomanii), ani też pijaństwo (czytaj: alkoholizm). Nie jest nim też skrzętnie skrywana przez Biuro Główne baza pedofilów, co ujawnił były nadzorca, Bill Bowen wraz z siostrą Barbarą Anderson, mającą 42-letni staż w „prawdzie” i 9-letni w Departamencie Pisania literatury w brooklińskim Betel, a bezpardonowo usuniętą ze społeczności pod pozorem tzw. „szerzenia podziałów” (o tym można przeczytać tutaj). Największym zagrożeniem dla „jedności” Towarzystwa i jego fanów nadal pozostaje... wolność chrześcijańska. Jej ostatni bastion w postaci tzw. studium książki (przepraszam, tj. „studium Biblii za pomocą książki”) został obalony przed trzema laty przez zlikwidowanie tego zebrania, na które podobno wcześniej zapraszał sam Jehowa (tak zawsze mówiono podczas „obsługi”). Ponieważ po zebraniu często prowadzono ożywione dyskusje i posuwano się do np. skandalicznego procederu badania zasadności sposobu oddania niektórych wersetów w Przekładzie Nowego Świata (o czym pisałem w „Sekciarskiej skrzynce pytań”), ukrócono tę „haniebną” praktykę, dołączając owo studium do zebrania szkolno-służbowego.  Ponieważ jedynie organizacja, jak nadmienia artykuł „od dawna zaspokaja nasze duchowe pragnienie, dostarczając czystej i orzeźwiającej wody prawdy” (choćby wczorajsza „prawda” okazała się dzisiejszym fałszem), wszelkie dyskusje na temat tej „wody prawdy” są niepotrzebne, zaś – o zgrozo! – artykułowanie  jakichkolwiek wątpliwości na ten temat to tendencje odstępcze.  Dla dobra „potulnych” bieżąca Strażnica szeroko więc omawia w kilku artykułach, jak, kogo i czego należy bezwzględnie unikać.  Po raz kolejny gromi tych, których określa mianem “odstępców”:
Do starszych z Efezu Paweł powiedział: „Spośród was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne". A Piotr, zwracając się do współchrześcijan, napisał: „Wśród was będą fałszywi nauczyciele". Skąd zatem wywodzą się tacy ludzie? Mogą się pojawić wewnątrz zboru. To odstępcy. Jaki mają cel? Nie zadowalają się jedynie opuszczeniem organizacji, którą być może kiedyś kochali. Jak wyjaśnił Paweł, starają się „pociągnąć za sobą uczniów". Zamiast szukać własnych uczniów, usiłują zagarnąć uczniów Chrystusa. Niczym „drapieżne wilki" chcieliby pożreć ufnych członków zboru — zburzyć ich wiarę i odwieść ich od prawdy (Mat. 7:15; 2 Tym. 2:18).
Podano też definicję odstępstwa:
„Odstępstwo" to odstąpienie od prawdziwego wielbienia Boga, odpadnięcie, wyparcie się, bunt, porzucenie.
Odstępcy mogą - jak wyjaśnia Strażnica - ale nie muszą, pojawić się wewnątrz zboru. Owszem nie tylko wewnątrz, ale jak wynika z dalszej części artykułu, na samiutkim wierzchołku tej jakże kochanej niegdyś organizacji. 
Odstępcy 'cichaczem wprowadzają' zgubne nauki. Działają potajemnie niczym przemytnicy - niepostrzeżenie zaszczepiają spaczone idee. Podobnie jak sprytny fałszerz próbuje wprowadzić do obiegu podrobione dokumenty, tak samo oni, posługując się „sfałszowanymi słowami", czyli kłamliwymi argumentami, próbują propagować sfabrykowane przez siebie poglądy jako prawdziwe. Upowszechniają „zwodnicze nauki", „przekręcają (...) Pisma", aby pasowały do ich twierdzeń (2 Piotra 2:1, 3,13; 3:16). Wcale nie leży im na sercu nasze dobro. Idąc za nimi, zboczylibyśmy z drogi wiodącej do życia wiecznego. 
Niechcący twórcy artykułu chcąc wychłostać swoją krytyką byłych współwyznawców, chwycili za “kije-samobije” i spuścili lanie samym sobie. Jakże trafnie opisali powyżej pewne praktyki, a to dzięki temu, że sami z lubością się im oddają. Oto i one w skrócie:
  • posługują się „sfałszowanymi słowami” czyli kłamliwymi argumentami, próbując propagować sfabrykowane w bruklińskiej korporacji poglądy jako prawdziwe. (zmieniający się pogląd na znaczenie „pokolenia” to już przykład „kliniczny”... Trzeba też wspomnieć o rozpaczliwej obronie roku 607 p.n.e. jako rzekomej daty zburzenia starożytnej Jerozolimy; obronie nie tylko wbrew faktom naukowym, ale przede wszystkim wbrew samej Biblii – wystarczy dobrze przyjrzeć się Księdze Zachariasza 1:12, 7:5). Zob też tutaj.
  • Upowszechniają „zwodnicze nauki”, „przekręcają (...) Pisma”, aby pasowały do ich twierdzeń (2 Piotra 2:1, 3, 13; 3:16). Wystarczy choćby wymienić wyrwany z kontekstu Drugiego  Listu Jana zakaz „pozdrawiania” tak, aby pasował do polityki shunningu stosowanej przez Towarzystwo (2 Jana 10). A o Sodomitach, którzy najpierw mieli zmartwychwstać (pierwsze wydanie książki „Żyć wiecznie”), a potem jednak nie (drugie wydanie tej samej publikacji) już nawet lepiej nie wspominać!
  • Odstąpili od prawdziwego wielbienia wchodząc w przymierze z ONZ, którą sami przecież określili mianem „ósmej bestii z Apokalipsy”.
Czy Pismo Święte potępia odstąpienie od odstępcy?

To, co oznajmia akapit 9 artykułu „Czy wszedłeś do odpoczynku Bożego” w tej samej Strażnicy, powinno tym, którzy podają się za przedstawicieli „niewolnika wiernego i roztropnego” ukazać bezsens tej uzurpacji.
W czasach nowożytnych nieraz otrzymywaliśmy uaktualnione informacje dotyczące pewnych nauk biblijnych. Nie powinno nas to niepokoić — powinno raczej pogłębiać zaufanie do niewolnika wiernego i roztropnego. Gdy jego przedstawiciele zauważają, że zrozumienie pewnych prawd trzeba uściślić lub skorygować, nie powstrzymują się przed wprowadzeniem zmian. Niewolnikowi bardziej zależy na dotrzymaniu kroku zamierzeniu realizowanemu przez Jehowę niż na uniknięciu krytyki w związku z takimi zmianami.
Jeśli ci „przedstawiciele” w którymś momencie zauważają, że ich zrozumienie było fałszywe i trzeba je było skorygować, oznacza to tym samym, że nigdy nie było ono “pokarmem na czas słuszny”, a podający je nie mógł być „wiernym i roztropnym niewolnikiem” z przypowieści Pana Jezusa. Bóg nie daje nam jako pokarmu czyjegoś fałszywego zrozumienia. Gdyby twórcy i właściciele Strażnicy mieli odrobinę uczciwości, przeprosiliby wszystkich za podawanie jako „pokarmu na czas słuszny” swoich własnych, błędnych poglądów oraz podszywanie się pod przedstawiciela „wiernego i rozumnego niewolnika” i „kanału łączności” (termin zaczerpnięty z filozofii New Age, nigdzie nie występujacy w Biblii). Aby zauważyć całe to matactwo tych właśnie „fałszywych nauczycieli” wystarczy tylko zastanowić się nad wypisywanymi przez nich w obfitości „sfałszowanymi słowami”, nawet bez uciekania się do pomocy pochodzącej spoza organizacji. Gdyby w sądzie jakiś świadek zmieniał swoje zeznania tak, jak Strażnica „uściśla” swoje nauki, zostałby skazany za mataczenie i składanie fałszywych zeznań.W rzeczywistości - o zgrozo - od ponad 100 lat czynią tak twórcy doktryny dumnie zowiący się Świadkami samego Boga Jehowy. Związek Strażnica ze strachu przed obudzeniem się rozumu u swoich poddanych czyni wszystko, aby do tego nie dopuścić:
Akapit 7 omawianego artykułu o fałszywych nauczycielach ostrzega:
Z czym się wiąże unikanie fałszywych nauczycieli? Nie przyjmujemy ich w naszych domach ani ich nie pozdrawiamy. Nie czytamy ich literatury, nie oglądamy programów telewizyjnych z ich udziałem, nie przeglądamy ich stron internetowych ani nie dodajemy komentarzy na ich blogach. Z czego wynika taka stanowcza postawa? Z miłości. Kochamy „Boga prawdy", dlatego nie interesują nas pokrętne nauki, które przeczą Jego prawdomównemu Słowu (Ps. 31:5; Jana 17:17). Kochamy też organizację Jehowy, dzięki której poznaliśmy zachwycające prawdy biblijne —między innymi o imieniu Bożym i jego znaczeniu, o zamierzeniu Jehowy co do ziemi, o stanie umarłych i o nadziei na zmartwychwstanie. Czy pamiętasz, jak się poczułeś, gdy pierwszy raz usłyszałeś o tych i innych wspaniałych rzeczach? Czemuż więc miałbyś zgorzknieć pod wpływem kogoś, kto oczernia organizację, za sprawą której poznałeś te nauki?
Do kompletu zakazów należałoby dołączyć jeszcze zakaz czytania publikacji Towarzystwa Strażnica, ponieważ - jak widać - one najbardziej, jak kije-samobije uderzają w  Towarzystwo. I co teraz, jeśli ktoś postąpi w imię powyższych zaleceń, traktując je poważnie? Jeśli „kocha „Boga prawdy"  i dlatego nie interesują go pokrętne nauki, które przeczą Jego prawdomównemu Słowu”, to nie pozostaje mu nic innego, jak unikanie treści publikowanych w Strażnicach podobnych do omawianej (a o inne coraz trudniej!). Zaś argument powołujący się na „dług wdzięczności” za niegdysiejsze poznanie podstawowych prawd biblijnych i wynikający z tego jakoby wymóg bezkrytycznego trwania przy „organizacji Jehowy” to granie  na emocjach i manipulacja.  Te „zachwycające prawdy biblijne” nie pochodzą ani od Russella, ani ani od jego następców, lecz z Biblii i wiele z nich było znanych dużo wcześniej – pomimo rozrostu „chwastów”. Można sobie wyobrazić, że z początkiem II wieku n.e., kiedy to faktyczne, zapowiedziane przez apostołów „odstępstwo” krzewiło się bez przeszkód, a wierni uczniowie chcieli nadal trwać przy prawdzie z Biblii, jak ówcześni odstępczy zawiadowcy „organizacji” (choć wtedy nie istniało takie sformułowanie), nazywani dziś przez historyków „ojcami apostolskimi”, powoływali się na podobne argumenty, jak omawiana Strażnica. Jednak apostoł Jan, w Pierwszym Liście, rozdziale 4, a wierszu 1 zachęca do ustawicznego sprawdzania tego, co dociera do chrześcijanina:
Umiłowani, nie każdej natchnionej wypowiedzi wierzcie, lecz sprawdzajcie natchnione wypowiedzi, czy pochodzą od Boga, ponieważ wyszło na świat wielu fałszywych proroków.
Organizacja Towarzystwa Strażnica nie jest w stanie przedstawić ani jednego wiarygodnego dowodu, który miałby bezspornie potwierdzić, że jest „organizacją Jehowy”. Mimo to po raz kolejny usiłuje wzbudzić zabobonny lęk u czytelników:
Możemy wejść do odpoczynku Jehowy - innymi słowy przyłączyć się do Boga w tym odpoczynku - jeśli będziemy działać zgodnie z realizowanym przez Niego zamierzeniem, w myśl wskazówek podawanych przez Jego organizację.
W końcowych artykułach po raz kolejny zalecono czytelnikom bezwzględne unikanie osób, które, jak to zwykła określać Strażnica, odwróciły się od Boga.

Towarzystwo Strażnica we własnym samouwielbieniu nie jest w stanie dostrzec, że  odwrócenie się od Boga to nie to samo, co odwrócenie się  od odstępczego nauczania kierownictwa organizacji. Jak pisał poeta „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Żadne blogi, komentarze na stronach internetowych czy programy telewizyjne nie byłyby zagrożeniem dla pomyślności duchowej Świadków Jehowy, gdyby „prawda” była PRAWDĄ, a tego typu źródła rzeczywiście służyłyby jedynie „oczernianiu”  organizacji, jak to usiłuje przedstawić Strażnica, traktując po raz kolejny swoich czytelników jak bezmyślne przedszkolaki nie posiadające rozeznania. Kościół watykański też miał niegdyś indeks ksiąg zakazanych. 


Czyż to nie chichot historii?!
"Człowiek zostaje przyjęty do kościoła za to w co wierzy, a wykluczony za to, co wie" - Mark Twain