Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błędna intepretacja Pisma Świętego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błędna intepretacja Pisma Świętego. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 sierpnia 2017

Pamiętaj o żonie Lota


1. Wszelka ambicja w życiu i dążenie do postępu są rzeczami karygodnymi.
2.  Chęć poprawy warunków bytowych 4-osobowej rodziny poprzez przeniesienie się do większego mieszkania jest zdrożna.
3. Ową zdrożność pogłębia chęć podjęcia pracy przez żonę głównego bohatera; aby podołać kosztom zamieszkania w lepszych warunkach, musi ona podjąć pracę, nie konsultując tego – o zgrozo – z własnym mężem.
4.  Rodzina ponosi wielkie szkody pod względem duchowym gdyż:
     a/przestają pionierować (czytaj: stojakować)
     b/odnawiają kontakty z tzw. cielesną rodziną, która nie jest „w prawdzie” (strata czasu, osłabienie duchowe)
     c/ jedna z córek staje się nieaktywna, ponieważ ciężko pracuje w  firmie wdrażającej i testującej nowy lek ratujący życie, zapominając o tym, iż jest to bezcelowe i jałowe, ponieważ tylko Królestwo Boże przyniesie ratunek, co uświadamia jej ojciec rodziny. Do tego córka owa ma koleżankę w pracy wychowywaną przez dwie matki i tolerancyjnego dla gejów kolegę.

Autorzy celowo przerysowują ambicję żony głównego bohatera, dorabiając  jej do naturalnej przecież chęci poprawy warunków życia dążenie do snobistycznego otaczania się jedynie ludźmi bogatymi i strofowanie córek za odmienne myślenie w tej kwestii. Ma to służyć wyrobieniu sobie przez widza konkretnego poglądu, a mianowicie, że dążenie do postępu równa się materializm plus ruina duchowa. Do skompletowania fabuły dochodzi jeszcze wizytujący rodzinę i zbór wiecznie uśmiechnięty pionier „brat Williams”, który – jak słusznie zauważa na początku filmu „zainteresowany” (później ochrzczony wraz ze swoją rodziną) – żyje na koszt zboru, jeżdżąc wypasioną bryką i nosząc eleganckie ubrania. I chyba – wbrew intencjom twórców filmu – główny bohater słabo dość obala ten zarzut, mówiąc że „bratu Williamsowi” się to należy, bo przecież jest kaznodzieją i wygłasza budujące wykłady, a ponadto kiedyś był biznesmenem, więc zna życie(!).
Podobnie kiepsko idzie mu obalenie zdania żony, która nieśmiało sugeruje, że odczuwanie pragnień homoseksualnych może być wrodzone, a nie jedynie nabyte.
Jest jeszcze wiele innych wątków, każdy może film obejrzeć, więc nie ma sensu tu ich wszystkich wyłuszczać. Istotna jest kwintesencja zaprogramowana przez autorów. Jeśli żona bolejącego przez cały film nad upadkiem rodziny głównego bohatera nie przyjdzie na uroczystość Pamiątki, będzie to tożsame z postępowaniem żony Lota, która zwiedziona bogactwem, oglądnęła się w tył i zamieniła w słup soli. Na szczęście wszystko wraca do normy: żona zdąża na Pamiątkę, a rodzina z wielką radością wraca do ciasnego mieszkania.

Oglądając ten „Hollywood” ucieszyłem się jedynie, że ów współczesny Lot nie stracił żony, dzięki czemu można mieć nadzieję, że jego dwie córki nie upiją go w wiadomym celu, a jego dojrzałość duchowa nie pozwoliłaby mu ich oddać na pastwę zboczeńców, jak to – niestety – uczynił jego pierwowzór.  Więcej powodów do zadowolenia nie znalazłem. I kto mi teraz zwróci te półtorej godziny???

czwartek, 4 lutego 2016

Pożywny „pokarm duchowy”, czyli jak zmarnować 1,5 bochenka chleba na oczach milionów widzów JW Broadcasting

W lutowej edycji JW Broadcasting grupa cwaniaków nazywających się „Ciałem Kierowniczym” Świadków Jehowy, żyjących za pieniądze milionów „owieczek”, przeszła samą siebie, niszcząc na oczach widzów podstawowy artykuł żywnościowy, jakim jest chleb. Jak zapewne wszyscy wiedzą, Syn Boży nakazał w modlitwie, zapisanej w Ewangelii wg Mateusza 6:9-12, prosić Boga o tzw. „chleb powszedni”. Dla 2 miliardów niedożywionej i 800 milionów głodującej ludzkości (zob.  tutaj) taka modlitwa ma szczególny wymiar. Ale nie dla twórców lutowej edycji strażnicowej telewizji. Na oczach milionów widzów „brat” Ken Flodin, wyglądający jak bliski krewny osławionego  kłamcy Geoffrey'a Jacksona, smaruje jeden bochenek chleba imitacją trucizny, wyrzucając go następnie do kosza, zaś kolejny bochenek smaruje błotem, po czym odkrawa pobrudzoną połówkę, która również ląduje w koszu. Widok ten musi być szczególnie „zachęcający” dla głodujących mas ludzkości np. w Azji czy Afryce, do których „głosiciele” idą z „dobrą nowiną” i zachętą do przyłączenia się do „organizacji Bożej”, której przywódcy w przeciwieństwie do Jezusa, nie potrafią rozmnożyć chleba, natomiast – jak widać – świetnie udaje im się go marnować.
Jak na ironię, całe to pożałowania godne widowisko ma służyć ilustracji odrzucenia przez Boga grzesznika winnego „grzechu przeciw Duchowi Świętemu” (Mateusza 12:31, 32). Wrzucenie do kosza chleba posmarowanego trucizną oznacza całkowite odrzucenie winnego „grzechu przeciw Duchowi”, zaś wrzucenie części chleba z błotem i pozostawienie drugiej połówki ma oznaczać wybaczenie przez Boga grzesznikowi, który zerwał ze złym postępowaniem. Na stole pozostaje 1,5 bochenka chleba, który uprzednio został pokryty sproszkowanym czosnkiem. Tenże czosnek, podobnie jak chleb, zostaje przez owo posypanie zmarnowany przez prowadzącego ów bzdurny „pokaz”, a to w celu „ilustracji” grzesznego stanu ludzkości, która jednak ma przystęp do Boga. Dar Boży – czosnek – przedstawia więc grzech... Bez komentarza! Pokryty czosnkowym pyłem chleb zapewne bardziej niż widza WTS-owej TV ucieszyłby głodnego mieszkańca naszej planety, ale cóż to obchodzi spasionych przywódców organizacji? Za podstawę tej kompromitującej audycji JW Broadcasting służyć ma werset z Listu do Efezjan 4:30 (NW):

„I nie zasmucajcie świętego ducha Bożego, którym zostaliście opieczętowani na dzień uwolnienia na podstawie okupu.”

Odnoszenie tego wersetu do ogółu Świadków Jehowy jest sprzeczne z doktryną organizacji, która głosi, że „opieczętowanie” dotyczy jedynie tzw. „pomazańców” (zob. np.  Strażnicę  z 15. 05. 2010). Ale czyż to pierwszy raz, gdy wykładnia brooklińskich „mężów wiary” rozmija się nie tylko z Biblią, ale i z ich własnymi interpretacjami? Idąc jednak tropem wywodów mówcy, nasuwa się pytanie: Czy ostrzegający przed „zasmucaniem Ducha” lub nawet „grzechem przeciw Duchowi” „brat” Flodin nie powinien zacząć od siebie? Przecież w zgodzie z owym Duchem należy się modlić o zaspokojenie podstawowych potrzeb, w tym o „chleb powszedni”. Czy zatem publiczne niszczenie chleba nie jest niebezpiecznym przeciwstawianiem się owemu Duchowi? A jeśli mając żywność, odzienie i dach nad głową, jesteśmy z tego zadowoleni (jak radzi apostoł Paweł w 1 Liście do Tymoteusza 6:8, BT), oznacza to, że dla  jakiegokolwiek  celu mamy prawo owa żywność marnować? Dlaczego dla ilustracji grzechu, stanu przed Bogiem itp. nie posłużono się na przykład – wzorem Boga i Jezusa – „szatą”, czyli jakimś fragmentem ubrania, który można było w umiejętny sposób pobrudzić, a następnie wyprać w w pralni domu Betel, nie raniąc uczuć ludzi, dla których w wielu krajach – w tym w Polsce – chleb pozostaje swoistą „świętością”? (Zob. Zachariasza 3:3-5, Mateusza 22:11, 12)
Odpowiedź jest prosta: skrzyżowanie braku Ducha Bożego, buty, ignorancji i zwykłej głupoty prowadzi do takich właśnie „prezentacji”, jak ta z lutowej audycji WTS. O takich przywódcach dawno temu napisał prorok Jeremiasz:  Oni nie potrafią się wstydzić, nie umieją także się rumienić.  (Jeremiasza 8:12). Zdemoralizowani przywódcy, pasożytujący na ciągle – niestety – napływających datkach od szczerych, acz naiwnych głosicieli, kompromitują się coraz bardziej dla dobra tych, którzy chcą i są w stanie to ujrzeć!

Całość lutowej audycji znajduje się pod adresem:



Omawiana w niniejszym artykule żenada rozpoczyna się od ok. 17 minuty.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Wieje nudą, wieje - czyli przemówienie nadzorcy strefy


W niedzielę 19. 04. 2015 r. w Polsce został wygłoszony rozpaczliwy wykład nadzorcy strefy pt. „Okazujmy wytrwałość w czasie próby”. Zgodnie z organizacyjną tradycją wykład został oparty na fałszywym założeniu twierdzącym, że owa „godzina próby” trwa od rzekomego początku Królestwa Chrystusowego w 1914 roku, zaś samą „próbą” jest reakcja wszystkich mieszkańców Ziemi na – a jakże – orędzie głoszone przez świadków Jehowy, którzy  - wg marzycielstwa WTS -  objęli nim całą ziemię. Nie chcąc po raz kolejny komentować tych graniczących z obłędem „prawd”, chcę jedynie zwrócić uwagę – dla dobra poszukujących Czytelników – na kolejne, a właściwie już powtarzające się „chwyty” przywódców organizacji, usiłujących coraz bardziej rozpaczliwie, a przy tym coraz bardziej nieudolnie  „tynkować mur, który runie” (Ezechiela 13:11, 12).  Dla tych, którzy są w stanie wytrzymać strażnicowy slang, podaję link do – litości!!! – prawie 3-godzinnego spotkania z „mistrzem ceremonii”:
(Samo przemówienie rozpoczyna się ok. 75 minuty).

Oparte na wyssanej z palca kompilacji 3-go rozdziału Objawienia z 8-mym rozdziałem 1 Księgi Samuela przemówienie zawiera – mało co już może mnie zaskoczyć – niebywałe matactwo w interpretacji Psalmu 144.

Psalm 144:11-15 został omówiony w taki sposób, aby wyglądało na to, że ci, którzy zostali w nim opisani jako mający dostatek materialny, nie byli szczęśliwi, ponieważ ich Bogiem NIE BYŁ Jehowa. Mówca odczytał najpierw wersety od 12 do 15 a, potem drugą część wersetu 15-go („Szczęśliwy lud, którego Bogiem jest Jehowa”), a następnie przeskoczył do wersetu 11, który zamyka POPRZEDNIĄ MYŚL o ludziach niegodziwych, nie mając żadnego związku z wersetami kolejnymi. Mimo to ów werset 11 odniesiono do wersetów 12-15 mówiących po prostu o tym, że błogosławieństwo Boże spoczywało na Jego ludzie i objawiało się właśnie w BOGACTWIE MATERIALNYM! Przecież werset 15 w drugiej części mówi: „Szczęśliwy lud, któremu TAK się powodzi”. TAK – czyli posiada błogosławieństwo Boże w postaci dobrobytu materialnego! Cóż za manipulacja i żonglerka wersetami, aby zohydzić „owieczkom” naturalne pragnienie polepszenia sobie bytu! Ta hiper-manipulacja posłużyła przygotowaniu kolejnych „mądrości” WTS w omawianym wykładzie, zniechęcającym kolejno do: emigracji zarobkowej, zdobycia wyższego wykształcenia oraz bezpiecznej (sic!), dobrze płatnej pracy. Rzeczy te zostały porównane do „nicości”, a ci którzy się nimi zajmują są pozbawieni wiary i czujności oraz nie ufają Jehowie! Szczególna uwagę mówca poświęcił krytyce wyższego wykształcenia, które może doprowadzić do poddania się pod wpływ tzw. „świeckiej filozofii” i do utraty wiary.  Te „złote myśli” pojawiają  się od ok. 136  minuty filmu. 
Trudno doprawdy – i chyba nie ma to sensu – omówić wszystkie manipulacje tej 3-godzinnej, niebywałej nudy. Oczywiście nie zabrakło  - w tzw. sprawozdaniu z działalności – informacji (czytaj: wezwania do zapłaty) o konieczności budowy ponad 200 nowych sal, itp. Itd. Rzęsiste brawa w trakcie oraz na koniec zgromadzenia poświadczają, że nadal WTS-owi nie brakuje fanów. Do czasu…

sobota, 20 grudnia 2014

Coraz większa kompromitacja

Najwyraźniej pod wpływem coraz powszechniejszego ujawniania przez wnikliwe jednostki na całym świecie szokujących często dla współczesnego czytelnika pomysłów WTS-u sprzed lat – powstała Strażnica z 15. 03. 2015 r., próbująca „wyjaśnić” swoim fanom kompromitujące nauki, o których przecież niegdyś twierdzono, że „pochodzą od Jehowy” jako rzekomo tzw. „nowe światło”.
Jak to zwykle ma miejsce, WTS każe czytelnikom trwać w ustawicznym zachwycie dla ciągle – rzekomo - „wiernego” „niewolnika”, który od ponad 100 lat – nazwijmy rzecz po imieniu – ogłupia czytelników, serwując im coraz to nowe, kompletnie sprzeczne z poprzednimi „prawdy” (!), nazywając je, jak to czyni bieżąca Strażnica - „uściśleniami” (fałsz i perfidię owego terminu wykazano m.in. tutaj). Nie będę tu omawiał całego czasopisma – po pierwsze dlatego, że ilość nonsensów w Strażnicy z 15. 03. jest tak wielka, że artykuł je wykazujący byłby tak długi, iż wielu czytelników nie miałoby cierpliwości doczytać go do końca – zacytuję jedynie „dla zachęty” kilka „smaczniejszych kąsków”. Uwaga: zaczynamy...

W artykule do studium p.t. „Uznałeś to za dobre” w par. 6 czytamy: (…)  „weźmy pod uwagę niektóre z niedawnych uściśleń w naszym zrozumieniu. Na przykład jedno z nich, opublikowane w Strażnicy z 15 lipca 2013 roku, dotyczyło „niewolnika wiernego i roztropnego” (Mat. 24:45-47). Wyjaśniono tam, że owym wiernym niewolnikiem ” „jest Ciało Kierownicze, natomiast „czeladź” stanowią wszyscy, którzy przyjmują pokarm duchowy — zarówno pomazańcy, jak i „drugie owce” (Jana 10:16). To zachwycające znać takie prawdy i przekazywać je nowym! Jak jeszcze Jehowa pokazuje, że podoba Mu się prosty i jasny sposób nauczania?”

Na temat powyższych „uściśleń” pisałem m.in. w artykule „'Nowe światło' w New Jersey”. Skoro to  
obecnie „zachwycające prawdy”, to czym były poprzednie „nauki”? Czy była to góralska „tyz prowda”, czy może jeszcze inna – gorsza??? 

W dalszej części artykułu pisarze przyznają się do swojej manii – wywodzącej się jeszcze z badackich początków – doszukiwania się w każdej postaci i wydarzeniu opisanych w Starym Testamencie pierwowzoru bądź to osób, grup czy sytuacji opisanych w Nowym Testamencie, bądź też dotyczących XX- wiecznej „organizacji Bożej”, jako że według wydawców Strażnicy, ogniskujących spełnienie większości proroctw na czubku własnego nosa, cała Biblia kręci się wokół Brooklynu/Warwick/Walkill. Ciekawe kto z dzisiejszych bywalców zebrań wiedział np. o tym, o czym wspomniano np. w par. 9:?

„Rozważmy historię o Nabocie, który w wyniku spisku niegodziwej królowej Jezebel został niesprawiedliwie osądzony i zabity, dzięki czemu jej mąż Achab mógł przejąć jego winnicę (1 Król. 21:1-16). W roku 1932 wyjaśniono, że jest to proroczy dramat. Achab i Jezebel mieli wyobrażać Szatana i jego organizację, Nabot — Jezusa, a śmierć Nabota — stracenie Jezusa. Jednak kilkadziesiąt lat później w książce „Niech będzie uświęcone twoje imię”, wydanej w roku 1961, powiedziano, że Nabot symbolizuje pomazańców, natomiast Jezebel chrześcijaństwo. Tym samym prześladowanie Nabota przez Jezebel wyobrażało prześladowanie pomazańców w dniach ostatnich”

A teraz paragraf 11:

„Jak zatem teraz rozumiemy relację o Nabocie? Obecne wyjaśnienie jest dużo prostsze i jaśniejsze. Ten prawy człowiek poniósł śmierć nie dlatego, że był pierwowzorem Jezusa czy pomazańców, ale dlatego, że zachował niezłomną lojalność.”

Przeciętnie inteligentny czytelnik zauważy, że w powyżej cytowanych fragmentach Strażnicy podano trzy kompletnie różne – jak to nazywają anonimowi autorzy - „wyjaśnienia”, z których każde diametralnie różni się od drugiego. Jednak zamiast przyznać otwarcie, szczególnie w odniesieniu do dwóch pierwszych „koncepcji” – „to były nasze bzdurne pomysły” – zachwyceni sobą – jak zawsze – wydawcy twierdzą, iż obecnie „wyjaśniają” przykłady Jezusa w sposób prostszy i zrozumiały”! (par.13).
Jeszcze ciekawiej robi się przy lekturze par. 14 z omawianego artykułu:

„Zobaczmy na przykład, jak kiedyś wyjaśnialiśmy przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (Łuk. 10:30-37). W roku 1924 w Strażnicy napisano, że Samarytanin wyobraża Jezusa, droga biegnąca w dół z Jerozolimy do Jerycha przedstawia staczanie się ludzkości, które trwa od buntu w Edenie, zbójcy na drodze obrazują wielkie korporacje i spekulantów, a kapłan i Lewita wyobrażają systemy kościelne. Obecnie przypowieść ta służy za przypomnienie, że wszyscy chrześcijanie powinni bezstronnie nieść pomoc tym, którzy jej potrzebują, zwłaszcza pod względem duchowym. Czyż nie cieszymy się, że Jehowa tak jasno przekazuje nam swoje nauki” (pogr. moje)

Marcowa Strażnica zmuszona jest przyznać się do „nauk”, które świadczą o jej całkowitej kompromitacji i braku Ducha Bożego. Jednak bezczelnie urąga Bogu, twierdząc,  że to Jehowa przekazuje jej pisarzom swoje nauki! W dalszych artykułach omawiane są przypowieści Jezusa i ich zmieniające się „zrozumienie”, oczywiście zgodnie z powyższym twierdzeniem, każde z nich było w swoim czasie „nauką Jehowy”, a zmiany owych „prawd” (w rzeczywistości kłamstw) to jedynie „uściślenia”  lub jak to ujmuje podsumowująca tabelka na końcu czasopisma – „zrewidowane wyjaśnienia”. I aby czytelnik nie zaczął zastanawiać się nad tym, czy  czytając ową Strażnicę, nie ma przypadkiem do czynienia ze „złym niewolnikiem”,  otrzymuje zapewnienie w postaci „zrewidowanego wyjaśnienia”:

„ Jezus nie przepowiedział, że część jego namaszczonych duchem naśladowców utworzy jakąś klasę niegodziwego niewolnika”.

Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność! (Ewangelia wg Mateusza 6:22, 23)

niedziela, 21 września 2014

Zakwaszanie... mózgu

W Strażnicy z 15. 12. 2104 roku powtórzono najnowszą „wykładnię” przypowieści Jezusa zawartych w 13 rozdziale Ewangelii wg Mateusza, w tym o zakwasie i gorczycy. Po raz pierwszy przedstawiono ją w Strażnicy z 15. 07. 2008 r. w artykule pt. „Nie wiesz, w którym miejscu to się uda”. Napisano tam m.in.:
„Od chwili ustanowienia w niebie Królestwa Bożego, czyli od roku 1914, skala rozrostu „drzewa” gorczycy przeszła najśmielsze oczekiwania. Na ludzie Bożym dosłownie spełnia się zapowiedź z proroctwa Izajasza: „Malutki stanie się tysiącem, a niewielki — potężnym narodem” (Izaj. 60:22). Mała grupa pomazańców zajęta na początku XX wieku dziełem Królestwa nie miała pojęcia, że w roku 2008 działalność ta będzie prowadzona przez jakieś siedem milionów Świadków w przeszło 230 krajach. To zadziwiający wzrost, podobny do wspomnianego przez Jezusa wzrostu ziarnka gorczycy!
Jezus nadmienił, że w cieniu tego Królestwa znajdą siedlisko ptaki nieba. Owe ptaki nie wyobrażają tu wrogów Królestwa usiłujących wydziobać dobre nasiona — o czym Jezus mówił w przykładzie o siewcy rzucającym ziarno na różne rodzaje gleby (Marka 4:4). W omawianym teraz przykładzie ptaki symbolizują szczerych ludzi znajdujących ochronę w zborze chrześcijańskim. Już dzisiaj takie osoby doznają ochrony przed zgubnymi nałogami i nieczystymi praktykami tego świata (por. Izaj. 32:1, 2). Jehowa także przyrównał Królestwo Mesjańskie do drzewa. O jego gałązce proroczo powiedział: „Przesadzę ją na wysoką górę izraelską i wyda konary, i zrodzi owoce, i stanie się majestatycznym cedrem. I będą pod nim przebywać wszystkie ptaki o wszelakim skrzydle; będą przebywać w cieniu jego listowia” (Ezech. 17:23).
Po pierwsze, Jehowa co prawda zabronił używania zakwasu w czasie Paschy, ale przy innych okazjach akceptował przygotowane na nim ofiary. Dotyczy to dziękczynnych ofiar współuczestnictwa, składanych dobrowolnie z wdzięczności za liczne błogosławieństwa. Ten posiłek ofiarny był źródłem wielkiej radości (Kapł. 7:11-15).
12 Po drugie, w Piśmie Świętym ten sam symbol może w jednym kontekście wyobrażać coś negatywnego, a w innym pozytywnego. Na przykład w Liście 1 Piotra 5:8 Szatana przyrównano do lwa, podkreślając, jak jest niebezpieczny i drapieżny. Natomiast w Objawieniu 5:5 „Lew, który jest z plemienia Judy” symbolizuje Jezusa — ze względu na jego odwagę w zabieganiu o sprawiedliwość.
13 Po trzecie, Jezus nie powiedział, że od zakwasu cała mąka się zepsuła. Po prostu nawiązał do normalnego sposobu wyrabiania chleba. Gospodyni celowo dodała zakwasu i przyniosło to pożądany skutek. Zakwas został ukryty w mące. A zatem proces zakwaszania ciasta był niewidoczny dla oczu gospodyni. Przypomina to przykład o człowieku, który siał nasiona, a w nocy spał. Jezus powiedział: „Nasienie zaś kiełkuje i wyrasta wysoko, ale właściwie jak, tego on [ów człowiek] nie wie” (Marka 4:27). Jakże prosty to sposób zilustrowania rozwoju duchowego! Początkowo możemy nie dostrzegać tego wzrostu, ale z czasem staje się on oczywisty.
14 Wspomniany wzrost nie tylko jest niewidoczny dla ludzi, ale też ma zasięg ogólnoziemski. Również tę sprawę uwypukla omawiany przykład. Otóż zakwas w końcu zakwasza całe ciasto, „trzy duże miary mąki” (Łuk. 13:21). Podobnie jak zakwas, dzieło głoszenia o Królestwie powoduje wzrost liczebny uczniów Jezusa. Zasięg tej działalności jest tak ogromny, że obecnie dobra nowina dociera „aż do najodleglejszego miejsca na ziemi” (Dzieje 1:8; Mat. 24:14)”.
Podsumujmy: wg obecnej „wykładni” WTS, którą jej autorzy nazwą zapewne „uściśleniem” i „nowym światłem” — zaś w rzeczywistości jest kompletną zmianą obowiązującego Świadków przez ponad 100 lat poglądu (o czym mowa w dalszej części niniejszego materiału) — wzrost gorczycy oznacza liczebny rozwój organizacji WTS (dawniej – rozrost „nominalnego chrześcijaństwa”, fałszywego królestwa Bożego!), „ptaki” gnieżdżące się w gałęziach owej przerośniętej gorczycy to „szczerzy ludzie” (dawniej – agenci Szatana!), zaś kwas — o którym przez całe dziesiątki lat zapewniano czytelników Strażnicy, że oznacza tylko i wyłącznie czynnik negatywny, grzech — stał się nagle symbolem rozwoju duchowego i dzieła głoszenia! Nadto na skutek typowego dla pisarzy skojarzenia nie mających ze sobą nic wspólnego wersetów biblijnych dokonali oni biologicznego cudu – otóż skromna początkowo gorczyca z przypowieści Mistrza stała się potężnym cedrem z Księgi Ezechiela!                                                                               

Bieżąca Strażnica z 15 grudnia 2014 roku powtarza te „mądrości”, „uściślając” je o kolejne, np.:
„Cała ta masa” mąki wyobraża wszystkie narody, a proces zakwaszania symbolizuje rozprzestrzenianie się orędzia o Królestwie w wyniku dzieła ewangelizacji.”
„Jezus porównał głoszenie orędzia o Królestwie wszystkim ludziom do zapuszczania w morze wielkiego niewodu. Podobnie jak sieć zagarnia dużo ryb „wszelkiego rodzaju”, tak głoszenie przyciąga najróżniejszych ludzi (Izaj. 60:5).”
„To symboliczne rozdzielanie ryb nie odnosi się do ostatecznego osądzenia podczas wielkiego ucisku. Wskazuje raczej, co się miało dziać w dniach ostatnich niegodziwego systemu rzeczy. Jezus dał do zrozumienia, że nie wszyscy przyciągnięci do prawdy opowiedzą się po stronie Jehowy.”
Dla unaocznienia, jak głęboko Strażnica brnie w błąd, zacytujmy Ewangelie wg Mateusza 13:33 oraz 47-50 (NW):

Opowiedział im inny przykład: "Królestwo niebios podobne jest do zakwasu, który niewiasta wzięła i schowała w trzech dużych miarach mąki, aż cała ta masa się zakwasiła". 
Ponadto królestwo niebios jest podobne do niewodu zapuszczonego w morze i zagarniającego ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełnił, wyciągnęli go na brzeg i usiadłszy, zebrali wyborne do naczyń, ale nieodpowiednie wyrzucili. tak właśnie będzie podczas zakończenia systemu rzeczy: aniołowie wyjdą i oddzielą niegodziwych od prawych, i wrzucą ich do ognistego pieca. Tam będą płakać i zgrzytać zębami.
Zarówno z powyżej cytowanej przypowieści o „niewodzie”, jak i poprzedzającej ją o „pszenicy i chwastach”, wynika (wbrew twierdzeniu Strażnicy), że chodzi o ostateczne osądzenie, ponieważ w każdym z tych przypadków dokonują go aniołowie. Osądzenie jest nieodwracalne – nigdzie nie znajdziemy sugestii, że „pszenica” może stać się „chwastem” (lub odwrotnie) lub „dobre ryby” przepoczwarzą się w „złe”, aby później niektóre z nich ponownie stały się „dobrymi”, choć taką rzekomą możliwość podaje paragraf 12-ty artykułu do studium pt. „Czy ‘pojmujesz znaczenie’?”. Mało tego; jeżeli, jak twierdzi Strażnica, „cała ta masa” mąki wyobraża wszystkie narody, a proces zakwaszania symbolizuje rozprzestrzenianie się orędzia o Królestwie w wyniku dzieła ewangelizacji, musiałoby to oznaczać przyjęcie Ewangelii przez wszystkie narody i tym samym brak potrzeby negatywnego osądu Bożego! Czy to logiczne i – co ważniejsze – czy jest zgodne ze słowami Jezusa?
To nie pierwszy przykład przeinaczania słów Mistrza (zob. Pszenica i chwasty). Strażnica dokonała po raz kolejny zmiany sensu Jezusowej przypowieści, ponieważ tradycyjne i bardziej logiczne zrozumienie (zob. poniżej omówienie artykułu z 1976 roku) zgodne ze słowami Pana Jezusa „wszystko się zakwasiło”, prowadzi nieuchronnie do wniosku, że skoro wszystko, to i religia Świadków Jehowy, a taki wniosek jest absolutnie nie po myśli zawiadowców organizacji. Toteż ich obłędne myślenie każe im zmieniać sens i czas wypełnienia przypowieści Mistrza, nadto czyniąc z symbolu grzechu, jakim jest kwas w Piśnie Świętym, czynnik pozytywny! To typowy przykład „halsowania” strażnicowych „iluminatów”, jako że owo „nowe światło” z 2008 roku, powtórzone w tegorocznej grudniowej Strażnicy, jest powrotem do twierdzeń niejakiego J.H. Patona z 1881 roku, o czym mowa w Strażnicy nr 15 z 1976 roku!
A oto jej obszerne fragmenty (pogr. moje):
Fermentacja trwa teraz w chrześcijaństwie od szesnastu stuleci. Któż może zaprzeczyć, że nie jest ono dziś kompletnie zakwaszone zgubnym wpływem doktryn babilońskich, zeświecczeniem oraz Nemrodowym urąganiem wszechświatowemu zwierzchnictwu Jehowy Boga? Zepsucie ogromnych mas fałszywych „synów królestwa” w chrześcijaństwie sprawiło, iż ziemskie rzekome „królestwo Boże” stało się wybornym miejscem schronienia dla agentów Szatana Diabła, gdzie mogą się gnieździć, jak ‛ptaki z powietrza’ na gałęziach wybujałej gorczycy. — Mat. 13:31, 32.
Zagnieżdżenie się w licznych odgałęzieniach chrześcijaństwa symbolicznego ptactwa powietrznego nie przyniosło pod względem duchowym korzyści. Podobnie byłoby w wypadku drzewa, które by wyrosło z ziarnka gorczycy zasadzonego przez rolnika w ogrodzie lub na polu. Ptaki buszujące wśród jego gałęzi zapewne wyjadłyby nasiona, jak ptaki z przypowieści Jezusa o czterech różnych typach gleby wydziobywały ziarna, które z ręki siewcy padły wzdłuż drogi (Mat. 13:4). Z przypowieści Jezusa nie wynika, aby omawiane drzewo przyniosło pożytek człowiekowi. Nie podano na przykład, że kiedy urosło, przyszedł ten, który je zasadził, przepędził ptaki i zebrał wiele ziarna gorczycy, służącego — jak wiadomo — do wyrobu świetnych przypraw o szerokim zastosowaniu. A przecież dany rolnik z pewnością nie zasiał w ogrodzie ziarnka gorczycy tylko po to, żeby ‛ptaki powietrzne’ miały gdzie zamieszkać.
Kiedy się weźmie pod uwagę te wszystkie okoliczności, bez trudu widać, że symbolicznym „drzewem” z ziarnka gorczycy jest dziś podrobione „Królestwo Niebios”, a mianowicie chrześcijaństwo, którego kler rządzi z pańska laikami. Wyrośnięte „drzewo” gorczyczne nie mogłoby logicznie wyobrażać znajdującego się jeszcze na ziemi ostatka popieczętowanych duchowych Izraelitów, ponieważ stanowią oni jedynie ułamek pełnej liczby 144 000 dziedziców Królestwa. Zresztą od przeszło 27 lat liczebność ostatka maleje. Na uroczystości Pamiątki w roku 1975 zebrało się jedynie 10 454 jego członków.
W wydaniu (angielskim) Strażnicy Syjońskiej z kwietnia 1881 roku ukazał się na stronie 5 artykuł nadesłany przez J.H. Patona, poruszający kwestię przypowieści o zaczynie. W trakcie wywodów nadmieniono tam między innymi:
Wydaje się, że to świetnie się rozwijające dzieło i wspaniałe jego wyniki Zbawiciel zilustrował w przypowieści, w której porównał Królestwo niebieskie z kwasem, jaki wziąwszy niewiasta włożyła w trzy miary mąki, po czym wszystko się zakwasiło. Mat. 13:33. Przeciw takiemu zastosowaniu owej przypowieści bywa wysuwany nader trafny i — dodajmy — dość mocny zarzut oparty na fakcie, że zarówno zakwas dodawany do ciasta, jak i kwas nauki, są w Biblii traktowane jako elementy nieczyste, przyczyniające się do zepsucia. Czyżby Zbawiciel przedstawił Królestwo niebieskie przez czynnik bądź proces rozkładu? Uważamy, że Zbawiciel uwypuklił w tym unaocznieniu tylko jedną z cech zaczynu, a mianowicie jego siłę przenikania. Nie przestaje działać, dopóki nie spełni swego zadania, i tak samo Królestwo Boże nie zaniecha starań, aż zdjęte będzie przekleństwo.
10 Natomiast w Strażnicy Syjońskiej z 15 maja roku 1900, na stronie 154 (wyd. ang.), przedstawiono już inny pogląd. Pod nagłówkiem „Przypowieść o kwasie” powiedziano tam: „W całym Piśmie kwas wyobraża zepsucie; we wszystkich pozostałych wypadkach przedstawia on w użyciu biblijnym coś złego, nieczystego, kalającego. (...) Nie wydaje się rozsądne, żeby nasz Pan, jak powszechnie zakładają chrześcijanie, użył tutaj słowa „kwas” w dodatnim znaczeniu, aby wskazać na pewną łaskę ducha świętego. We wszystkich jego naukach przecież dostrzegamy konsekwencję, toteż możemy być pewni, że nie użyłby kwasu jako symbolu sprawiedliwości, tak samo jak nie potraktowałby trądu jako symbolu świętości”.
11 Analogiczny tok rozumowania przedstawiono w Strażnicy (ang.) z 15 czerwca 1910 roku, na stronie 205. W artykule zatytułowanym: „Kwas ukryty w mące” czytamy: „Przypowieść o ‛kwasie’ (w. 33) ilustruje proces, w którym zgodnie z przepowiednią kościół miał zejść na złą drogę. Podobnie jak niewiasta bierze do pieczenia porcję mąki i dodaje zaczynu (lub drożdży), po czym całe ciasto fermentuje, tak miało się stać i z kościołem Chrystusowym; pokarm dla całej czeladzi miał sfermentować, czyli się zepsuć. Każdy kęs miał być mniej lub bardziej skażony kwasem fałszywych doktryn, które miały przeniknąć całą masę. Toteż dzisiaj prawie każda nauka Jezusa i jego apostołów jest mniej lub więcej wypaczona, przekręcona przez błędy mrocznego średniowiecza”. — Zobacz ponadto Strażnicę z 15 czerwca 1912 roku, strony 198 i 199 pod nagłówkiem „Przypowieść o zaczynie”.
14 Jakże można by słusznie twierdzić, że Biblia w dwojaki sposób posługuje się symbolem zaczynu, skoro na uroczystości Paschy i podczas następnych siedmiu dni dopuszczano picie wina, podczas gdy surowo zakazane było spożywanie chleba upieczonego na zakwasie, nawet pod karą śmierci? (Kapł. 23:5-13; Łuk. 22:7-20). Czy więc Biblia podobnie traktuje wszystkie rodzaje fermentacji oraz ich zdolność przenikania? Czy uwzględnia tylko ten jeden czynnik, mianowicie przenikliwość fermentacji, bez względu na to, co ją wywołało? Odpowiedź Pisma Świętego jest stanowcza: Nie! W przeciwnym razie nie napotkalibyśmy pozornej sprzeczności podczas obchodów Paschy i następującego po niej siedmiodniowego święta przaśników, czyli niekwaszonego chleba.
15 Jak się więc okazuje, siła przenikania fermentacji nie jest sama w sobie czynnikiem decydującym, który by pozwalał raz symbolizować dobry skutek, a kiedy indziej zły. Zasadnicze znaczenie ma raczej składnik, który się dodaje, aby wywołać fermentację. W Piśmie Świętym fermentacja (jako proces) nie bywa wyodrębniana od czynnika, który ją powoduje. W następstwie tego naturalnej fermentacji zachodzącej przy wyrobie wina nie uważa się za równorzędną tej, która zostaje wywołana w cieście przez dodanie drożdży lub zaczynu. Zatem kto by się powoływał na fermentujące młode wino w nowych bukłakach, żeby wykazać, iż kwas stosowany przy wypieku chleba może symbolizować coś dobrego i sprawiedliwego, tego argumentacja byłaby chybiona. Jego rozumowanie nie ma podstaw biblijnych. Z tego też powodu upada wywód J.H. Patona, ogłoszony w Strażnicy Syjońskiej z kwietnia 1881 roku. Natchnione Pismo Święte wręcz zobowiązuje nas do innego potraktowania symbolicznego znaczenia zaczynu, czyli zakwaszonego ciasta. Tym samym przypowieść o zaczynie nie unaocznia niczego pozytywnego, lecz przeciwnie, proces negatywny.

Drogi Czytelniku! Czy po tym wszystkim nie masz przypadkiem „waty z mózgu”?

poniedziałek, 15 września 2014

Struś górą!

Obecnie słudzy Jehowy nieczęsto mają do czynienia z odstępstwem w zborze. Kiedy jednak zetkniemy się z niebiblijnymi naukami — bez względu na ich źródło — musimy stanowczo je odrzucić. Niemądrze byłoby wdawać się w dyskusje z odstępcami, czy to osobiście, czy przez komentowanie ich blogów, czy też komunikując się z nimi w jakikolwiek inny sposób. Taka rozmowa — nawet gdyby miała służyć udzieleniu pomocy danej osobie — byłaby sprzeczna z omawianą tutaj radą biblijną. Jako słudzy Jehowy bezwzględnie się wystrzegamy odstępstwa, czyli je odrzucamy.

Takimi oto „radami” – rzekomo opartymi na Biblii – karmiono Świadków Jehowy podczas zebrań w niedzielę, 14. 09. 2014 roku. 
(Cytowany fragment pochodzi ze Strażnicy z 15. 07. 2014 r., z artykułu pt. „Słudzy Jehowy wyrzekają się nieprawości”). Aż  cisną się na usta pytania postawione zgodnie z w/w zaleceniem, np.: 

Co mają zrobić Świadkowie, którzy zetknąwszy się z niebiblijnymi naukami Towarzystwa Strażnica (np. „nowe światło”, siedem czasów pogan, dwie klasy chrześcijan, polityka w sprawie transfuzji krwi, tajne „komitety sądownicze” itd.) zechcą je odrzucić – jak zaleca artykuł – „bez względu na ich źródło”?
Czyż nie powinni zaprzestać komunikowania się z WTS-owymi odstępcami i zaprzestać uczęszczania na organizowane przez nich zebrania?

Jak można rozpoznać, czy ktoś jest odstępcą, skoro nie można zamienić z nim ani jednego zdania, nawet gdyby miało to służyć udzieleniu pomocy danej osobie (jak nakazuje artykuł)? 

Uczeń Juda zalecał całkiem inny sposób nabycia rozeznania.
Czytamy w 22 i 23 wersecie jego listu (NW): 

Wciąż też okazujcie miłosierdzie tym, którzy mają wątpliwości; wybawiajcie ich, wyrywając z ognia. Drugim zaś okazujcie miłosierdzie, czyniąc to z bojaźnią i nienawidząc nawet spodniej szaty zbrukanej przez ciało. 

Zaś Jakub, w rozdziale 5, wierszu 19 i 20 pisze (NW):

Bracia moi, jeśli ktoś wśród was zostanie odciągnięty od prawdy, a drugi go zawróci, wiedzcie, że kto zawróci grzesznika z błędu jego drogi, ten wybawi Jego duszę od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów. 

Z powyżej cytowanych wersetów jasno wynika KONIECZNOŚĆ osobistego kontaktu z „podejrzanym” o odstępstwo celem nabycia rozeznania i – jeśli to możliwe – udzielenia mu pomocy, której to pomocy zabrania udzielać swoim potulnym poddanym WTS. 

Bojący się otwarcia oczu „owieczkom” na tożsamość FAKTYCZNYCH  odstępców, ci ostatni gubią się i całkowicie tracą resztki logiki w swoich wywodach pod wpływem lęku przed ujawnieniem, pisząc – przypomnijmy jeszcze raz – „słudzy Jehowy nieczęsto mają do czynienia z odstępcami w zborze” (pogr. moje). „Nieczęsto” – ale jednak mają!To dopiero historia! Teraz potulny Świadek na problem z przestawaniem nawet ze współwyznawcami, bo nie wie który z nich może być odstępcą, a nie może się dowiedzieć, ponieważ nie wolno mu się z odstępcami komunikować! Jak ma zatem ich rozpoznać? O ile zgodnie z zamieszczonym w artykule obrazkiem „odstępcę” spoza zboru można rozpoznać po groźnej minie, braku krawata (w wypadku mężczyzn, oczywiście) i dzierżonym w dłoni transparencie, o tyle odstępcę zborowego trudniej zidentyfikować, ponieważ na jego twarzy najprawdopodobniej gości dyżurny uśmiech, posiada krawat, zaś w dłoni trzyma bieżący numer Strażnicy.

Struś górą! W razie niebezpieczeństwa (czytaj: kontaktu z tzw. „odstępcą”) ma do wyboru: albo skorzystać ze swojego słynnego szybkiego biegu i uciec od argumentów, lub też nie słyszeć ich chowając głowę w piasek. Życzymy WTS-owi jak najwięcej „strusiów”. Ptaszysko może niezbyt przymilne i trochę mało rozgarnięte, ale jakże potrzebne!  

sobota, 30 sierpnia 2014

Komu by tu jeszcze wcisnąć ten kit - część 2

Zgodnie z oczekiwaniem i zapowiedzią Strażnicy — w przeznaczonej dla am haarec gazetce z listopada 2014 roku otrzymujemy drugą część bajeczki o „siedmiu czasach pogan” made in WTS. Spragniony wizyty „glosiciela” Damiana – jak wynika ze wstepnych słów artykułu – Piotr z radoscią wita owegoż Damiana niosącego mu „dobrą nowinę” w postaci fantazji chronoilogicznych Towarzystwa Strażnica. Ten po urządzeniu panu Piotrowi krótkiej powtórki z omawianego na poprzedniej wizycie tematu przystępuje do finalizacji zagadnienia pt. „Kiedy zaczęło panować Królestwo Boże?”, z  radością wpajając – raczej średnio inteligentnemu panu Piotrowi – słynną „wyliczankę” WTS. Najbardziej przypadły mi do gustu następujące zdania z rozmowy obu panów:

W pierwszym spełnieniu tego proroctwa, dotyczącym Nebukadneccara, „siedem czasów” najwyraźniej oznaczało siedem lat. Ale w drugim spełnieniu, które dotyczyło Królestwa Bożego, „siedem czasów” musi oznaczać dużo dłuższy okres.

Księga Objawienia, która jest ściśle związana z Księgą Daniela, pomaga nam dokładnie ustalić długość „siedmiu czasów”. Jest tam mowa, że trzy i pół „czasu” to 1260 dni. A więc „siedem czasów” — czyli dwa razy tyle — to 2520 dni.

Nieraz w proroctwach biblijnych dzień symbolizuje rok. Jeśli zastosujemy zasadę „dzień za rok”, to „siedem czasów” trwałoby 2520 lat. Licząc je od roku 607 p.n.e., dochodzimy do roku 1914. I tak ustaliliśmy, że właśnie w tym roku — czyli wtedy, gdy „siedem czasów” dobiegło końca — Jezus objął władzę jako Król w Królestwie Bożym.

Jezus zapowiedział też, że podczas jego obecności jako Władcy w Królestwie Bożym będą wybuchać wojny. I nie chodzi tu o konflikty lokalne. Z Księgi Objawienia wynika, że miały objąć całą ziemię. Pamięta pan, kiedy rozpoczęła się I wojna światowa?
Piotr: W 1914 — czyli wtedy, kiedy zaczął panować Jezus! Teraz widzę związek.
(wszystkie pogrubienia moje)

To, że panu Piotrowi mało co przeszkadza w tej naciąganej wielokrotnie argumentacji – może nawet być prawdopodobne – wszak dopiero rozpoczyna poznawanie „prawdy”. Jednak jeśli zapozna się z materiałami zaleconymi przeze mnie w poprzednim odcinku, jego reakcja będzie z pewnością kompletnie różna od tego, co lansuje omawiana Strażnica. Niech zapyta Damiana:

1. Na jakiej podstawie Świadkowie Jehowy wierzą, że obłęd czczącego Marduka pogańskiego króla trwający „siedem czasów” wynosi siedem lat astronomicznych i że powrót do władzy tego tyrana wyłupującego jeńcom oczy i mordującego ich pasjami ma oznaczać rozpoczęcie władzy przez Królestwo Boże? Czy zatem ów obłęd i jeko koniec muszą mieć jakieś drugie spełnienie? 

2. Skąd wiadomo, że „czasy” z Apokalipsy należy powiązać z „czasami” obłędu Nabuchodonozora?

3. Kto upoważnił twórców hipotezy o „siedmiu czasach pogan” do stosowania zasady „dzień za rok”, skoro w dwóch wypadkach, gdy występowała ta zasada, sam Bóg nakazał jej stosowanie (Liczb 14:34, Ezechiela 4:6)? Nie dość, że nie wiadomo na pewno, jak długo trwało „siedem czasów” obłędu króla babilońskiego, to nawet gdyby były to lata i nawet gdyby były (ale nie ma) podstawy do kojarzenia ich z „czasami” z Apokalipsy, to 2520 lat wymienione w Objawieniu są latami proroczymi (nie astronomicznymi), z których każdy rok ma 360 dni. Policzmy zatem:
2520 lat po 360 dni daje 907 200 dni. Jeśli tę ilość dni podzieliimy na lata astronomiczne, w jakich prowadzi swoją „wyliczankę” Strażnica, to otrzymamy 2483 lata astronomiczne —                         (907 200:365,22=2483). Niezależnie od tego, czy ich bieg rozpoczniemy od fałszywej daty zburzenia Jerozolimy, lansowanej przez Towarzystwo (607 p.n.e.), czy tez od roku 587/586 p.n.e., w żaden sposób nie otrzymamy w  wyniku zakończenia „siedmiu czasów pogan” (przypomnijmy jeszcze raz: taki termin nie istnieje w Piśmie Świętym!) w roku 1914 n.e.

4. Czy (niezależnie od powszechnego nazewnictwa) I wojnę światową można nazwać ŚWIATOWĄ, skoro toczyła się głównie na obszarze europejskim pomimo zaangażowania krajów spoza kontynentu, w tym USA?

5. Jeżeli Królestwo Boże rzeczywiście panuje od 1914 roku n.e, to czy upływające już 100 lat należy doliczyć, czy odliczyć od 1000-letniego Królestwa opisanego w Apokalipsie (Objawienie, rozdział 20)? (zob. 1000 + 100=1000)

6. Skoro narody nadal panują bez przeszkód, a nawet ilość suwerennych państw gwałtownie wzrosła, szczególnie po II wojnie światowej (która – nota bene – też nie do końca była ŚWIATOWA), to czy rzekomo panujące od 100 lat Królestwo Boże jest bezsilne?

„Głosicielu” Damianie i panie Piotrze – wyjdźcie z tej bajki jak najszybciej! Módlcie się – zgodnie z poleceniem Jezusa – o mające nadejść Królestwo Boże! Jeśliby było prawdą to, czego naucza Towarzystwo Strażnica, jaki sens miałoby powtarzanie do dziś tej głębokiej prośby do Boga?

sobota, 16 sierpnia 2014

Powtórka z wstecznictwa

Jeżeli ktoś chciałby mieć pod ręką Strażnicę, w której w jednym numerze nagromadzono zarówno szereg skompromitowanych, choć obowiązujących doktryn  oraz przytoczono organizacyjny, obowiązujący „owieczki” wzorzec uległości, to „zachęcam” do sięgnięcia po Strażnicę z 15. 11. 2014 r. Nie zamierzam omawiać tu dokładnie wszystkich artykułów, po pierwsze dlatego, że zawierają zagadnienia wielokrotnie poruszane na tym blogu i nie tylko, po drugie zaś z obawy przed długością potencjalnego materiału, który zapewne grubo przed jego końcem skutecznie zniechęciłby czytelnika. Jeżeli więc chcecie upewnić się o całkowitej odporności WTS na krytykę jej polityki w sprawie krwi, jeżeli chcecie zobaczyć, jaką formę posłuszeństwa rzekomo Bogu i Chrystusowi lansuje organizacja (cytat:  Miłowanie tego, co miłuje Jehowa, i nienawidzenie tego, czego On nienawidzi, jak również ciągłe zabieganie o Jego kierownictwo i czynienie tego, co Mu się podoba, w praktyce oznacza posłuszeństwo wobec organizacji oraz tych, którymi Bóg posługuje się do realizacji swego zamierzenia względem ziemi), jeżeli w końcu „zatęskniliście” za chronologicznymi „wykładniami” Strażnicy (np. 42 miesiące z 11 rozdziału Apokalipsy to lata 1914-1918, a „trzy i pół dnia” to „krótki okres” w latach 1918-1919, zaś rok 1919 to „wyzwolenie” z Babilonu Wielkiego, „dwaj świadkowie” z tegoż rozdziału  to współcześni „pomazańcy”, itp. itd.), to Strażnica z 15. 11. 2014 roku to coś dla Was.
Po przebrnięciu przez ten „pożywny pokarm duchowy” , możecie jeszcze dowiedzieć się, że obecnie starszych i sług pomocniczych będzie mianować jedyne nadzorca obwodu, co podobno ma jeszcze bardziej przybliżyć społeczność ŚJ do wzorca z I w. n.e. Fakt ten zapewne Was uraduje, ponieważ jest on żywym dowodem na to, że w dzisiejszych czasach Bóg ma na ziemi tylko jedną organizację i są nią oczywiście Świadkowie Jehowy, czego obfite „dowody” dostarcza również omawiana tu Strażnica...


Miłej lektury!
"Człowiek zostaje przyjęty do kościoła za to w co wierzy, a wykluczony za to, co wie" - Mark Twain